Z DNIA NA DZIEŃ, Z TYGODNIA NA TYDZIEŃ

Traktat o szczęściu w języku nauki

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: niedziela, 29 listopad 2020

[Recenzja po latach: Stanisław Lem Kobyszczę, w: Id., Cyberiada, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1972, ss. 429-488]

Tadeusz Sierotowicz

 

Centro Kopernik di Studi Interdisciplinari di Cracovia,

Istituto Superiore di Scienze Religiose di Bolzano e

IISS Gandhi di Merano

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

 

Abstract: głównym problemem badawczym niniejszego studium jest określenie granicy zastosowania definicji szczęścia, i odpowiedniego modelu matematycznego,  która została sformułowana przez Stanisława Lema. Procedura definicyjna oraz jej kontestualizacja proponowane przez Lema skłaniają do określenia jego sztuki pisarstwa jako sztuki przekuwania (tłumaczenia) literatury, filozofii oraz teologii w biologię, chemię, fizykę, matematykę i nauki inne.

Słowa kluczowe: szczęście, krytyka literacka, literatura, filozofia i teologia a nauki, Stanisław Lem.

Abstract: the main research problem of this study is to determine the limit of the application of the definition of happiness and the correspondent mathematical model, which was formulated by Stanisław Lem. The definition procedure and its contextualization proposed by Lem permit to define his art of writing as the art of hammering (translating) literature, philosophy and theology into biology, chemistry, physics, mathematics and other sciences.

Key Words: happiness, literary analysis, literature, philosophy, and theology vs sciences, Stanisław Lem.

 

Wprowadzenie i słowo wyjaśnienia

             Od wielu lat pisarstwo Stanisława Lema towarzyszy moim literackim, i nie tylko literackim, przygodom. Dzieła Lema stały się w międzyczasie tematem dogłębnych studiów i międzynarodowych konferencji, są też ciągle tłumaczone i czytane na całym świecie[1]. Okrągła rocznica urodzin autora Solaris przypadająca w 2021 roku nie mogła nie stać się dla mnie okazją do refleksji nad jednym z dzieł Lema, które od dawna zamuje szczególne miejsce w świecie moich myśli. Kobyszczę, o które to dziełko mi chodzi, to w istocie rzeczy niewielki traktat o szczęściu tak, jak i niektóre inne powiasti z Cyberiady (dla przykładu „Wyprawa pierwsza A, czyli Elekrybałt Trurla” to znakomity, dowcipny i ironiczny traktat o ars poetica). W bajce o której mowa, znajduje się operacyjna definicja jednostki szczęście (hedon), która stała się podstawą do zbudowania matematycznego modelu doświadczania szczęścia[2]. Operacyjna definicja hedona została zaproponowana w kontekście problemu Dobra i Zła. Jednakże wspomniany model matematyczny problemu nie rozwiązuje, bowiem – jak każdy model matematyczy – nie można go stosować zawsze i wszędzie. Niniejszy tekst jest próbą ustalenia obszaru zastosowania modelu w oparciu o rozważania filozoficzno-literackie, formułując jednocześnie pewną hipotezę dotyczącą twórczości Lema.

Chciałbm nadać niniejszym refleksjom zwyczajową formę recenzji – wszak recenzje, to jeden z rodzajów literackich uprawianych przez Lema[3]. Stąd całość na dwie części podzielę: streszczeniu głównych wydarzeń opowiadanych w Kobyszczę posłuży za punkt wyjścia do nieco szerszych uwag na temat samego opowiadania oraz sztuki pisarstwa Lema, której syntetyczna i poetycka definicja zostanie zaproponowana w ostatniej części tekstu.

 

Czytaj więcej: Traktat o szczęściu w języku nauki

konkurs reporterski Wydawnictwa Poznańskiego

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: sobota, 28 listopad 2020

Organizatorem konkursu jest Wydawnictwo Poznańskie.
Konkurs jest adresowany do osób pełnoletnich.

Do konkursu można zgłaszać projekty reporterskie.

Projekt reporterski musi zawierać się w obszarze tematycznym z zakresu współczesnego reportażu i spełniać warunki formalne tekstu reporterskiego. Winien on zawierać: plan projektu, założenia projektu, środki i metody jego realizacji, stopień zaangażowania w realizację projektu, zakładany przebieg realizacji projektu.

Zgłoszenia można przesyłać pocztą lub mailem (szczegóły w regulaminie). Do projektu reporterskiego należy dołączyć swoje CV oraz listę opublikowanych wcześniej tekstów.

Zgłoszenia będą przyjmowane do 1 marca 2021 r.

Zwycięzca konkursu otrzyma 15.000 zł na realizację swojego projektu. Reportaż zostanie wydany przez Wydawnictwo Poznańskie w formie książkowej.

Czytaj więcej: konkurs reporterski Wydawnictwa Poznańskiego

„Pan Amo prosi o głos” Marka Rapnickiego

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: czwartek, 26 listopad 2020

Leszek Żuliński

WIERSZE NIEPOSPOLITE

 I jak tu być recenzentem? O istnieniu Marka Rapnickiego nic nie wiedziałem. A okazuje się, że Autor ten debiutował już około 1980 roku. Wydał do tej pory pięć książek poetyckich, ale  także dwa tomy opowieści o Rzymie. Czytam również, że był pomysłodawcą Raciborskiego Centrum Kultury. Mieszka w Raciborzu.
 To w wielkim skrócie. Nie starczyłoby mi klawiatury, aby dokładnie opisać wenę i dorobek tego Autora. A więc trafiłem na kogoś, kto zapalczywie żyje literaturą.
 Na dodatek Marek Rapnicki jest redaktorem naczelnym „Almanachu prowincjonalnego” w Raciborskim Centrum Kultury (znakomicie edytorsko jest ów almanach drukowany).
 Ech, jak miło się dowiedzieć, że mamy takich entuzjastów.
 Tyle wiadomości o Autorze. Toteż przejdźmy ad rem, czyli do przysłanej mi książki.

 Dużą zachętę przyjąłem od Krzysztofa Lisowskiego, który m.in. na plecach okładki pisze: Kto jest autorem i bohaterem tej książki lirycznej, tego wielotematycznego wyznania? Homo viator, wytrawny wędrownik, czytelnik i badacz słowa, kolekcjoner, miłośnik architektury, malarstwa i muzyki, piewca kultury łacińskiej i świata ukształtowanego przez wartości Rzymu, Italii, ale też wreszcie rodzimego świata, przeszłości i teraźniejszości, gdzie obok współczesnego Lublina czy Krakowa są jeszcze – na zawsze w sercu – Wilno i Lwów. Twórca o wielu apetytach i nienasyconej ciągle ciekawości.

Czytaj więcej: „Pan Amo prosi o głos” Marka Rapnickiego

"Śmiech Chryzypa" (odcinek ósmy)

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: środa, 25 listopad 2020

Jerzy Żelazny
 
PODWIECZOREK NA TRAWIE

 Fryz Jerski obudził się przed trzynastą. Wziął prysznic, ogolił się i wyszedł przed motel. Czekał na niego Igor Plum przemieniony nie do poznania – elegancki, pachnący i uśmiechał się bardziej rezolutnie. Miał na sobie kremowe spodnie z popeliny oraz koszulę podobnego koloru z krótkim rękawem. Opierał się o karoserie Buick’a. W pobliżu stał Nygel z jakimś młodym facetem wystrojonym w różowy, oczywiście służbowy, krawat, dalej jeszcze dwóch przyjemniaczków. Wszyscy się uśmiechali, placu przed motelem strefa „bez uśmiechu” nie obejmowała. Pisarz zatrzymał się na schodku przed drzwiami wejściowymi, przez moment rozglądał się, chcąc się zorientować, co też tu się święci. Nikt ze stojących przed budynkiem nie  poruszył się ani odezwał, chyba czekali, kto pierwszy zacznie mówić.
 - Igor, jedźmy, skoro pani Kwik zaprasza - rzekł pisarz, ignorując pozostałych.
- Panie Jerski – odezwał się Nygel -  wybaczy pan, ale nie będę panu towarzyszyć w dalszej podróży, zostałem odwołany. Opiekę i rolę kierowcy przejmie ten pan – wskazał na mężczyznę stojącego obok. – To Gutek Nieczuj, bystry gość, może mu pan zaufać, jest zaprzysiężony. Odprowadzę mercedes pana Jura Kroma do tego pańskiego grajdołu, jest  już niepotrzebny. Życzę pomyślności w drodze. Służyć panu było prawdziwą przyjemnością – uśmiechnął się na koniec krzywo.
Nygel wszedł do auta, odjechał. Igor Plum rzekł do Fryza:
- Zdziwiła cię moja przemiana?  Bywa, że gram rolę łachmyty albo eleganta, w zależności od potrzeby. Podobno w jednej i drugiej roli sprawdzam się znakomicie.

Czytaj więcej: "Śmiech Chryzypa" (odcinek ósmy)

Czy język młodzieży jest poprawny?*

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: wtorek, 24 listopad 2020

Piotr Müldner-Nieckowski

W prasie często widujemy niemądre pytania, na które nie ma odpowiedzi. Na przykład: „Jak pan myśli, czym skończy się ta wojna?” albo „Czy myślała pani kiedyś w życiu, żeby się ożenić z innym mężczyzną?”, „Do kogo pan jest bardziej podobny, do ojca, czy do syna?”. Te zdania wypisałem z gazet, bardzo szacownych. Z gazet, które kształtują świadomość czytelników.
Również z jakiegoś dziennika pochodzi pytanie tytułowe. Nie mniej nonsensowne. Użyłem go prowokacyjnie, żeby mieć pretekst do zastanowienia się, co w tym pytaniu niestosownego i jak można by rozmyślać nad zagadnieniami odmienności językowej. A może odmienności w ogóle.
 
Język i jego odmiany

Jest wiele powodów, żeby uważać, że jeśli istnieje jakiś język - w naszym wypadku odmiana, którą potocznie i ogólnikowo nazwaliśmy „językiem młodzieży” - to nie może to być język niepoprawny. Jeżeli język istnieje, to znaczy, że spełnia swoje zadanie, a to wystarcza, aby uznać, że jest również w jakiś sposób pożyteczny i co za tym idzie poprawny. W przeciwnym wypadku nie byłby używany i przestałby istnieć.
Użyteczność języka nie musi być całkowita, nie wszyscy muszą się nim posługiwać ani go rozumieć. Wiemy o tym choćby z obserwacji funkcjonowania języków obcych. Nie można zatem mówić o niepoprawności języka względem innych języków, ale o tym, jakie odstępstwa od reguł danego języka decydują o niepoprawnym posługiwaniu się nim. Jeżeli użytkownik danego języka nie potrafi się porozumieć z drugim użytkownikiem tego samego języka i swoimi wypowiedziami wprowadza rozmówcę w błąd albo wywołuje reakcje, których nie oczekiwał, to znaczy że posługuje się tym językiem wadliwie, robi błędy językowe w związku z posługiwaniem się tym a nie innym językiem. Powiemy wówczas, że jego język jest niepoprawny.

Czytaj więcej: Czy język młodzieży jest poprawny?*