Z DNIA NA DZIEŃ, Z TYGODNIA NA TYDZIEŃ

„Czekając na zmartwychwstanie” Danuty Bartoszuk

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: czwartek, 06 sierpień 2020

Leszek Żuliński

WIERSZE ZAMKNIĘTE W KLATCE

 Pani Danuta Bartoszuk na plecach okładki pisze, że Należy do warszawskiej grupy literacko muzycznej Terra Poetica, Stowarzyszenia Autorów Wyjść z Cienia, Klubu Poszukiwaczy Słowa w Piasecznie oraz kilku grup poetyckich na Facebooku. Niniejszy tomik jest pokłosiem udziału w ogólnopolskim konkursie poetyckim, zorganizowanym w kwietniu-maju 2020. roku w grupie „Pisz i czytaj wiersze” na Facebooku, w którym zajęła 1 miejsce.

 Biogram Autorki jest ciekawy. Cytuję jeszcze jeden fragment z pleców okładki: Urodziła się w 1966 roku w Olecku. Ukończyła filologię rosyjską na Uniwersytecie Gdańskim. Pracowała jako nauczycielka w szkole podstawowej, a następnie jako bibliotekarka na swojej macierzystej uczelni. Od wielu lat jest tłumaczką języka rosyjskiego i ukraińskiego…

 Jako polonista wiem, że tego typu wykształcenie dryfuje nami w stronę literatury. Przytaczam z wiersza otwierającego tomik trzy ostatnie wersy: odkąd zaczęła pisać wiersze w pierwszej osobie / jest wszystkim / to lepsze niż być nikim. Hmm, chyba to racja?

 Z góry przyznam się, że na Facebooku nie uczestniczę. Mimo to ten tomik wpadł w moje ręce, a skoro Autorka była laureatką konkursu facebookowego, to chylę czoła.

Czytaj więcej: „Czekając na zmartwychwstanie” Danuty Bartoszuk

Notatki na marginesach (36)

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: wtorek, 04 sierpień 2020

Bartosz Suwiński

KOTLINA. LESIONA

1.
Czy żylaki na nogach to frazesy żył, banały krwi? Każde szemranie oddala to pytanie. Z Ł. na leśnej ścieżce. Dopiero w Kolonii Muszyn pójdziemy w życie po pas. W spiekocie wczesnych godzin popołudniowych. Zostawiamy za sobą puste krzaczki poziomek. Ja za bielinkami, ty za mrówką z kawałkiem kory, na wirażu. Szlak ciepła okadzony w chłodnym dymie. Czy moim celem jest dać ci słowa? Wchodzę w zapach lipy i tam zostaję. Zostawiam w tym lepkim poprzednie. Obrywasz czereśnie i wiśnie. Głowę schylasz ku strudze. Od pewnego momentu idę sam za siebie. Coś niesie zastępstwo. Podmienia własnego ducha za ducha. Czy jeżeli burza nie nadchodzi z zewnątrz, możesz jej zapobiec? Czy cienie mówią coś o rzeczach? W miesiącu głosów mówią wszyscy, jakby od słów, zależało, że są. 

2.
Dzisiaj społeczeństwo stało się infantylną tłuszczą, maskującą swój prymitywizm krzykliwą impertynencją. Zwyczajne chamstwo uchodzi za odwagę, głupota, skrajny debilizm zjednuje troglodytów, podszytych ludźmi, pod wspólnymi hasłami wolności i postępu. Nowym fitnessem stała się masturbacja frazesami czołowych rodzimych i zagranicznych impotentów intelektu. Będzie gorzej. O wiele gorzej. Dzisiaj więzi zastąpiły relację, treści – widma, a uczucia wyparły potrzeby. Towar stał się miarą wartości, a konsument nowym świeckim – neofitą pomnażania śmieci, który wśród „dóbr” dotkliwie zapodział siebie. Marki organizują wyobraźnię, a moda ma alergię na myślenie. Prąd stał się orężem, a walka o wirtualne berło infekuje prawie wszystkich. To już nie będzie świat dla człowieka, bo dla ludzi – owszem. Żyjemy w świecie w którym ludzie więcej uwagi mają dla linku (w ogóle dla informacji) niż sami dla siebie. Ich troskę powodują zdjęcia-ujęcia, wszyscy wieszają się na ołtarzach z selfie. Niepokój zaś powoduje chwilowa pauza w nadprodukcji e-śmieci, traktowanych przez nich jak idole. Teraz wszyscy robią wszystko i tylko sranie ma jeszcze swoje niuanse. Gówno się zgubiło i gówno znalazło. „To było mega klawe w dechę” – tak w bajce o ciężarówce przedstawia się jej trasę. Dzisiaj do dzieci nie mówi się językiem, tylko chwaszczykiem. Kompetencje językowe naszych dzieci będą w skrajnych przypadkach bliskie analfabetyzmowi, a język emotikonów z czasem zastąpi prawie całą komunikacje. Wracamy do jaskiń, gdzie zamiast ognia, palić się będzie net i led. Nieustannie uzgadniając własną kreację z obrazem siebie w błysku flesza, rezygnujemy z  formy niwelującej różnicę. Stajemy się nimi. A od nich, byle dalej.

Czytaj więcej: Notatki na marginesach (36)

„Księga ramion deszczu” Dariusza Muszera

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: poniedziałek, 03 sierpień 2020

Anna Krasuska

MADE IN POLAND W HISTORII HAIKU

     Słowa lśnią jasno.
      Krótki ich sznur w haiku.
      Nie dać się uwieść?
 Anna Krasuska

Lekturę Księgi ramion deszczu rozpoczęłam od noty o autorach haiku, zamieszczonej na końcu książki. Co w tych biogramach twórców żyjących w XVII czy XVIII wieku jest bardzo często powtarzającym się motywem? Odpowiedź – biorąc pod uwagę nie tylko wybór gatunku literackiego ale i stylu życia – nie wydaje się zaskakująca. To Wędrówka.
Dla przykładu:
Bashō – późnym latem (…) udał się na pierwszą z czterech wędrówek; trwała ona dziewięć miesięcy (…). Przez ostatnie dziesięć lat życia podejmował liczne krótkie podróże.
Buson – po śmierci mistrza udał się na wędrówkę po północnych pustkowiach wyspy Honsiu. Odbywszy szereg podróży po całej Japonii…
Issa – w 1787 r. udał się na wędrówkę, wrócił do Edo w 1795 r., a następnie ponownie wyruszył do środkowej i wschodniej Japonii. W 1801 r. zajmował się umierającym ojcem, a po jego śmierci znowu wędrował.
Kikusha-ni – odbyła szereg samotnych podróży, m.in. do Osaki, Kioto, Edo i Kyūshū.
Rotsu – przez wiele lat podróżował jako mnich żebrzący po Japonii.
Ryōta – wiele podróżował po różnych prowincjach, komponując haiku. 
Shokyū-ni – wielokrotnie podróżowała pieszo z Kiusiu do Kioto (prawie 800 km.), a na starość spełniłą swoje marzenie, idąc śladami „Oku no hosomichi”, jednego z najbardziej znanych dzieł Bashō.
Sora – wyruszył na wędrówkę z Bashō.
I tak dalej. I tak dalej.

Czytaj więcej: „Księga ramion deszczu” Dariusza Muszera

„Neony – Tożsamość” numer 2 / 2020

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: niedziela, 02 sierpień 2020

Jest już dostępny osiemnasty numer kwartalnika artystyczno-historycznego „Neony – Tożsamość”, wydawanego – przypomnijmy – przez Stowarzyszenie Przyjaciół Pruszcza Gdańskiego i Okolicznych Gmin. Bezpłatne pismo, poza dystrybucją lokalną, jest osiągalne w siedzibie redakcji (ul. Obrońców Wybrzeża 2B, 83-000 Pruszcz Gdański) lub po kontakcie pocztą elektroniczną (Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.). Można też przeczytać na stronie www.neony.pruszcz.com i www.powiat-gdanski.pl.  Bogato ilustrowany kolorowymi reprodukcjami periodyk, liczący 62 strony formatu A4, obejmuje kwiecień, maj i czerwiec. Okładkę zdobi reprodukcja olejnego obrazu Gabriela Roszaka „Brak snu”.
A co w głębi numeru? Między innymi:

Proza: Magda Bielicka „American Dream” (część 2); Stach Szulist „Odrzucany”; Gabriela Szubstarska „Babciowy garnek”.

Poezja: Mieczysław Czychowski, Tadeusz Karmazyn, Gabriela Szubstarska, Zbigniew Ignacy Brzostowski, Elżbieta Maria Kaskowska, Jerzy Fryckowski, Paweł Karmazyn, Elżbieta Kruglik, Jan Stanisław Smalewski, Hanna Glok-Lejk, Zofia Maria Smalewska, Roman Ciesielski, Tadeusz Jałoszyński, Magdalena Kuśmirek, Andrzej Sikorski, Ryszard Borzęcki, Jaina Laskowska-Mróz, Aleksandra Borzęcka, Małgorzata Borzeszkowska.

Esej: Tadeusz Wojewódzki „Czy >dumny< musi niewiele różnić się od >durnego<?”; Halina Goral-Rybkowska „Czy słowa mogą pachnieć latem? O wierszach Gabrieli Szubstarskiej”.

Czytaj więcej: „Neony – Tożsamość” numer 2 / 2020

„Dziecinada” Janusza Solarza

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: piątek, 31 lipiec 2020

Małgorzata Sochoń

DZIECINADA JAK ESKAPADA

„Tato, obiecaj mi, że nie umrzesz / To ty mi obiecaj, że nie umrę”. Ten krótki tekst, będący zapisem rozmowy z córką, znalazłam dobrych kilka lat temu w sieci, na jednej ze stron z poezją. Autorem zapisu był Janusz Solarz. Dużą przyjemność sprawiło mi wtedy zamyślenie się nad tymi słowami. Nad wzajemnymi oczekiwaniami, obietnicami. Nad źródłem tej rozmowy. I nad sposobem ratowania się przed śmiercią. Tym ratunkiem jest pamięć, pomyślałam. A pamięci pomaga zapis.
Dzisiaj trzymam w ręku tom wierszy Dziecinada. Wiersze napisał ten sam Janusz Solarz. I są one o wychowaniu. Ukazują przygodę z ojcostwem, historie z życia dwóch córek. Książka jest przemyślana i spójna, ale przede wszystkim - zachwycająca. Wiersze zabrały mnie ze sobą w podróż, bo Dziecinada to eskapada, czyli, jak podaje słownik: ”wyprawa, często ryzykowna i lekkomyślna”, lecz - w tym przypadku - także wzruszająca i pouczająca.

Książka zbudowana jest z trzech części. Pierwsza i ostatnia składa się z pojedynczych wierszy, które stanowią solidne obramowanie dla barwnego, bogatego obrazu, czyli pozostałych trzydziestu siedmiu utworów. Rama to dwie refleksje. Wiersz otwierający książkę zmusza do zastanowienia się nad poetyckim sposobem ocalania przed śmiercią, lecz także nad kruchością słowa. Ostatni każe zestawić ze sobą dwie ocalane przez słowo treści: treść smutną, przygnębiającą, bo niosącą pamięć o śmierci dziecka, i treść raczej optymistyczną, bo wyrażającą pełnię rozkwitającego życia i - nadzieję na jego kontynuację. Ten zamykający książkę utwór, stanowi wyrazistą codę i jest przewrotny w swojej wymowie. Nawiązuje do Trenów Jana Kochanowskiego, a zatem do zbioru najbardziej znanych w polskiej literaturze wierszy napisanych przez poetę – tatę.

Czytaj więcej: „Dziecinada” Janusza Solarza