Z DNIA NA DZIEŃ, Z TYGODNIA NA TYDZIEŃ

„Kiedyś, jednak. Wiersze wybrane (1977-2020)” Aliny Biernackiej

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: sobota, 31 lipiec 2021

Stanisław Szwarc

 

SEKCJA ŚWIATA

„Kiedyś, jednak. Wiersze wybrane” to dwieście pięćdziesiąt siedem utworów poetyckich wybranych przez autorkę z sześciu dotychczas wydanych tomików wraz z dołączonymi „Wierszami nowymi”, na okładce reprodukcja obrazu córki poetki – Joanny Sendlak.
Pora przedstawić samą poetkę. Wnuczka kompozytora Vincasa Bacevicziusa, córka wybitnej skrzypaczki i kompozytorki – Grażyny Bacewicz, siostrzenica kompozytorów i pianistów – Vytautasa Bacevicziusa i Kiejstuta Bacewicza oraz poetki i dziennikarki Wandy Bacewicz, matka malarki i pisarki Joanny Sendlak – jednym słowem Alina Biernacka – malarka i poetka w jednej osobie.

Niełatwo czyta się taką liczbę tekstów opublikowanych na przestrzeni przeszło czterdziestu lat. Trudno wyłowić przemiany, jakim podlegały język i tematyka tych utworów.
Trzeba przyznać, że Alina Biernacka ma niebywałą wyobraźnię i skłonność do tworzenia niezwykłych obrazów, zwłaszcza gdy można wyczuć autentyczność przeżyć - jak w wierszach poświęconych matce. Szkoda że jest ich tylko kilka. W jednym z utworów potrzeba bliskości z matką prowokuje do stworzenia tekstu ocierającego się o turpizm.

Pięć lat. Rocznice jak sławne miasta, / zapraszają ciekawych do zwiedzania. /…/ I ta potrzeba: zobaczyć – odgarnąć śnieg, kamienie, / drewno – przytulić się do ciebie. / Może to brak wyobraźni? / I większy od zdziwienia byłby strach? / Zawróć, zasyp. / Wiem: wygra zgodnie z prawami ziemi, / ta biernie tu siedząca.

Czytaj więcej: „Kiedyś, jednak. Wiersze wybrane (1977-2020)” Aliny Biernackiej

Podwójny numer„Pomeranii”

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: piątek, 30 lipiec 2021

 

Jak zwykle latem czytelnicy otrzymują podwójny numer kaszubskiego miesięcznika społeczno-kulturalnego „Pomerania”. Bieżące wydanie (7-8 (555] 2021), tym razem pozbawione dodatku edukacyjnego „Najô Ùczba”, liczy 84 strony. Słowo wstępne redaktora naczelnego Sławomira Lewandowskiego akcentuje dwa wydarzenia: pięćdziesiątą edycję Konkursu Recytatorskiego Literatury Kaszubskiej „Rodnô Mòwa” oraz planowany na sierpień XXII Zjazd Kaszubów w Pucku.
A co między okładkami podwójnego wydania „Pomeranii”? Między innymi:

Jan Wyrowiński (prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego): „Widzimy się w Pucku!”;

SL: „Koleją z Kartuz do Kokoszek” (‘Wydarzenia’);

Stanisław Janke: „Odszedł Jerzy Kiedrowski” (‘Pożegnanie’);

Daniel Kalinowski: „Poezja ponad cierpieniem. Twórczość Mieczysława Stryjewskiego (cz. 2)”;

Danuta Maria Sroka: „Leszek Bakuła. Intelektualista z Kurpi i Pomorza” (‘Sylwetki’);

Andrzej Janusz: „Krwawe zamieszki w powiecie morskim” (‘Historia’);

Czytaj więcej: Podwójny numer„Pomeranii”

„Czarne wnętrze czarny dach” Lucyny Skompskiej

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: czwartek, 29 lipiec 2021

Leszek Żuliński

 

POEZJA WYMAGAJĄCA SUPER-SKUPIENIA

 Autorki tej dotychczas nie znałem, a okazało się, że ma dorobek spory.
 Na skrzydełku okładki czytam: poetka, felietonistka i eseistka, autorka m.in. kilkunastu książek poetyckich. Urodzona łodzianka, od kilku lat mieszka w Katowicach.
 Karol Maliszewski zauważa: Co za dziwne wiersze, jednocześnie powściągliwe i nie, aż buzujące od dyscyplinowanych emocji, więc z jednej strony estetyczna dyscyplina, a z drugiej etyczna czujność zbierająca doświadczenia z całego życia bohaterki i jej rodziny.

Na początek przeczytajcie wiersz pod tytułem wyobraź mnie sobie. Oto on:
wyobraź mnie sobie w taksówce pachnącej tytoniem / po tym jak wybiegłam z domu / z walizką w ręce z biletem na trochę życia / a potem gdzieś w jakimś terminalu a potem w chmurach / przenikającą się z przestrzenią / oczy przestrzeni i oczy ciała / patrzą w przeciwne strony / godzą w siebie godzą się ze sobą / wszystko im umyka chociaż przepływa przez nie / na razie jestem w drodze / muszę przejść do ciebie / po wąskiej grobli złożonej ze słów / zatapianej co chwila przypływem / hałaśliwego świata.
Już sama  puenta końcówki tego wiersza pachnie mi introwertycznością.

Czytaj więcej: „Czarne wnętrze czarny dach” Lucyny Skompskiej

Szelesty czasu

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: środa, 28 lipiec 2021

 

Jerzy Żelazny     

Czas jest ojcem prawdy.
                                                                        François Rabelais       

1. CZAS POŁOGU
                
Kogo skrywasz?

Tata Edziuch włożył dłoń pod koszulę mamy Weronki i czule głaskał jej wzniosły brzuch, uszczypnął delikatnie w okolicy pępka. I mówił:
- Ciekawe, kogo tam skrywasz – dziewuszkę czy siurka?
- Chłopaka. Wiem, bo się rozpycha, ciasno mu.
- Jeśli dziewuszka, to musi być ładna, a chłopak mądry.
- Będzie mądry, zajdzie wysoko. I nie spadnie z tej wysokości, taka moja nadzieja.
Tata Edziuch poczuł na palcach dłoni przyległych do brzucha brzemiennej napominający prąd. Cofnął rękę, obejrzał dłoń – nie było na niej żadnego śladu. Tylko jeszcze przez moment tętniło  pieczenie palców. Głos Weronki go uspokoił:
- Zaprowadź dzieci do Tylochów, niech tam posiedzą kilka dni, by się tu nie kręciły. Leoś natnie im drewek do platy, on lubi rąbać, a Kundzia zabawi się z babcią Ludwiką. Stara nie potrafi się napatrzyć na wnuczkę. I z księdzem proboszczem się pobawi, na pewno posadzi ją na kolanach i będzie huśtać, a Kundzia chichotać. Ona to taka śmieszka. Po drodze wstąp do babki Chmielowej, powiedz, niech będzie  gotowa, żeby gdzieś nie polazła, bo może już dzisiaj… On się wierci, chce na świat, śpieszy się, będzie z niego pociecha… I urwis. Nie waż się klepnąć babki Chmielowej w tylek; wiem, że cię ręka swędzi, żeby ją tam zdzielić albo pogłaskać.
- Jeśli Bóg obdarzy nas chłopakiem, to jak damy mu na imię? – mówił Edziuch, pomijając milczeniem sprawę klepnięcia w tyłek babki Chmielowej.
- Bóg nas obdarzy? Ja urodzę – zabrzmiał dumnie głos Weronki. - Przy bożej pomocy – dodała asekurancko. – A na imię damy Jerzak.
- Ładniej byłoby Jerzon.
- Nie, ma być Jerzak – powiedziała z naciskiem. I dodała: - Jerzak i bez gadania! I niech przyjdzie Jadźka, pomoże.
- Przecież to jeszcze panna i ma być przy porodzie? I na dodatek kulawa. Noworodek spojrzy na jej kulas, a z tego tylko nieszczęście… - Tata Edziuch zamilkł, bo spojrzenie mamy Weronki nakazywało mu zamknąć japę i robić to, co nakazała. Westchnął i wyszedł z sypialni. 

Czytaj więcej: Szelesty czasu

Stare książki i przyroda*

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: wtorek, 27 lipiec 2021

 

Remigiusz Okraska

Lektura wyłącznie współczesnych autorów wysusza mózg.
Nicolas Gomez Davila

O oddzieleniu człowieka od przyrody świadczą nie tylko widoczne gołym okiem spustoszenia ekologiczne. Nie tylko statystyki ze skumulowanymi liczbami tyczącymi się tego, co niewidoczne. O dokonanym rozbracie z duchem natury dobitnie przekonuje mnie co zupełnie innego i rzadko dostrzeganego przez wszelkiej maści "ekologów". Tym mniej popularnym, ale równie znamiennym świadectwem jest język, w jakim formułujemy swoje wypowiedzi o przyrodzie. Uwidacznia on wielką i głęboką przepaść, która dzieli nas od lasów, pól, łąk, jezior i rzek. Od orła i puchacza, wilka i susła, dębu i wiązu, storczyka i dziewięćsiła.
Nasze słownictwo dotyczące przyrody przypomina albo quasi-naukowy bełkot, albo techniczno-eksploatatorski żargon, albo jakąś wydelikaconą new age'ową nowomowę. Nie potrafimy już oddać słowami tego, co istotne w naszym odbiorze przyrody. Nasz język wyraża nie ducha, lecz literę. Jesteśmy ubożsi o umiejętność wyrażania emocji powstałych na styku człowieczego wnętrza oraz tchnienia królestwa flory i fauny.

Dlaczego sądzę, że utraciliśmy coś, co kiedyś posiadaliśmy? Skąd o tym wiem? To proste: ze starych książek. Nie ma już wśród nas ludzi, którzy pamiętaliby czasy silnego, niemal intymnego związku z przyrodą. Nie ma tych, którzy mieli swój język, rządzący się własnymi prawami i wyrażający to, co zagubiliśmy w świecie asfaltu i drapaczy chmur, w otoczeniu lśniących blach samochodów i szumu włączonego komputera. Są jednak stare książki. Są drzewa zamienione w papier, lecz mimo to mówiące do nas własnym głosem – głosem, który kiedyś był powszechnie rozumiany.
W starych książkach spotykamy inny język. Język jedności i głębokiego związku. Dzisiaj już niemal nikt tak nie pisze i nikt tak nie mówi. Sami obrońcy przyrody nie znają tej mowy, którą niegdyś można było napotkać nawet u poślednich pisarzy. Ich język był językiem naznaczonym obcowaniem z nieprzekształconą naturą, z jej urokiem i tajemnicą.

Czytaj więcej: Stare książki i przyroda*