Z DNIA NA DZIEŃ, Z TYGODNIA NA TYDZIEŃ

Proza użytkowa fantasy*

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: czwartek, 04 marzec 2021

Anatol Ulman

Marzą mi się takie, szczere do krwi ostatniej, prawdziwe do rdzenia mózgu, uczciwe strony ogłoszeniowe w gazetach, internecie, telewizji, na słupach, murach i naturalnie telebimach, gdzie pożerający nas żywcem producenci oraz sprzedawcy wszystkiego bez żadnej hipokryzji objawią swe wiarogodne, nieustępliwe, niezłomne moralnie intencje.
 Pozwolę sobie podać wybrane, szlachetne przykłady takiej prozy mych marzeń:

 Ociekające krwią naszych mniejszych (i większych) przyjaciół oraz szlamem sojowym Zakłady masarskie im. Ciepłej Wszechmiłości poszukują biegłego, silnego i bezwzględnego hydraulika do wtłaczania przemocą hektolitrów wody w produkowane,  przepyszne wyroby wędliniarskie.

 Okręgowa mleczarnia pilnie, niezwłocznie zatrudni solidnego specjalistę od przemieniania zużytych smarów maszynowych oraz deszczówki w staropolskie masło o smaku masła.

 Kilogramowe bochenki chleba o wadze trzystu gram oraz dziesięciodekagramowe bułki o wadze pięciu deko tylko w naszych wolnych, niepodległych piekarniach. Tamże ciasta i torty z mąki plastykowej oraz  sacharydowej mazi z dodatkiem przezroczystych gilów.

 Imperialistyczny market koniecznie oferuje poszukującym roboty twardą, ciężką pracę za nędzarskie głodowe wynagrodzenie, za to w niehigienicznych warunkach bez opieki medycznej. Dobrze widziane panie chętne do obłapki na zapleczu, do figlowania w pomidorach hiszpańskich oraz płatach śledziowych „Bismarck”.

Czytaj więcej: Proza użytkowa fantasy*

Konkurs literacki „Pokolenie Solidarności”

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: środa, 03 marzec 2021

Organizatorem konkursu jest Instytut Literatury z siedzibą w Krakowie.

Konkurs jest adresowany do osób pełnoletnich.

Dla uczczenia 41. rocznicy powołania NSZZ „Solidarność” i w 40. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego Instytut Literatury organizuje konkurs literacki Pokolenie Solidarności.

Prace nadesłane na konkurs powinny być inspirowane historią, działalnością i spuścizną Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność” i dotyczyć osób, zdarzeń i wątków składających się na historię i spuściznę Solidarności.

Zgłoszenia są przyjmowane w trzech kategoriach:
• Opowiadanie – tekst o objętości do 90 tys. znaków ze spacjami.
• Powieść – tekst o objętości nie mniejszej niż 180 tys. znaków ze spacjami.
• Non-fiction – dzienniki, wspomnienia, biografie, reportaże.

Czytaj więcej: Konkurs literacki „Pokolenie Solidarności”

„Insomnia, podżebrze” Wioletty A. Jaworskiej

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: wtorek, 02 marzec 2021

Leszek Żuliński

 

WIERSZE WSOBNE I INTELEKTUALNE

 Tej Autorki dotychczas nie znałem, ale ze skrzydełka książki sporo się dowiedziałem. Pani Wioletta jest nauczycielką, ale wielce   – moim zdaniem – uczoną; między innymi jest absolwentką Papieskiego Wydziału Teologicznego.
 Jej dorobek jest zaskakująco spory. Mówi o sobie: pasjonat, kobieta renesnsu. I rzeczywiście tak mówić o sobie ma prawo.
 Już nie wchodzę w dalsze szczegóły – może czytając tę recenzyjkę moje zdumienie uznacie za słuszne.
Najpierw musiałem dowiedzieć się co znaczy tytuł tego tomiku: insomia. podżebrze. Otóż insomnia to jest bezsenność, a podżebrze to część jamy brzusznej pod żebrami. I właśnie te oba słowa nadały tytuł tomikowi.
 Podżebrze to wyraz znany, a insomnia to znaczy, jak rzekłem,  bezsenność.

 Tak między innymi powstał tryptyk, zaczynający się tytułem prześwity. Cytuję: od sygnału karetek gęsi się skóra / chłód tnie trzewia do krwi // przygarbione obrazy pęcznieją od nadmiaru wilgoci / odpryski paciorkami spadają na ręce / skostniałe od zebrania na czas // naprzemiennie staję się bezmiarem bezradności  / wobec  atramentowych plam / plątaniny rur z impulsami na monitorach // ludzkim pelikanem z termosami zamiast skrzydeł / gotowym zadziobać za każdy akt nieuwagi / względem pomarszczonej skóry // wreszcie obolałym dzieckiem / któremu zabrano na drugi brzeg / koniec pępowiny.

Czytaj więcej: „Insomnia, podżebrze” Wioletty A. Jaworskiej

Notatki na marginesach (43)

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: poniedziałek, 01 marzec 2021

Bartosz Suwiński

KOTLINA. FIASKA

1.
Spokój może być urojony, tylko ból jest prawdziwy. Uciekamy się do tego, czego nie ma. Wracamy do tego, od czego uciekamy i tak pomnaża się rozczarowanie. Pomnaża po cichu. Nie umiemy cieszyć się życiem, bo zbyt wiele razy wybrało za nas. Źródła radości z czasem stają się źródłem rozpaczy. Od okoliczności zależy, czy splot zdarzeń rozwiąże się jak umowa o pracę, czy małżeństwo. Po pewnym czasie, nie ma to różnicy. Nie ma na to rady. Nie ma na to słów. Nie ma na to chęci. „Co osiągnęliśmy? // Co zdobyliśmy? // Nic” (Roman Brandstaetter).

2.
Smutek po zapisanych na próżno wierszach. Poezja to instrukcja do składania mebli. Nawet jak uważnie ją studiujesz, widok tego, co złożyłeś, w porównaniu z tym, co na zdjęciu, pozostawia wiele do życzenia. Pozostawia to. Szuka w ciszy, poza oczekiwaniami. Struktura, realizacja, przykłady. Przeinacza się dal. Treści staczają się w kroki. Dłonie „bezradne jak dzieci w grubej / ciemności” (Józef Czechowicz).

3.
„Ja jestem krokodylem – mówi Janek – i zjadam wszystkie okruszki”. Kto leci nisko, temu chmury wydają się ścianą.

4.
Sznury ptaków na tekturowym niebie. Sarna ma w oczach fajerkę, która osuwa się z każdego haczyka. Skorupka rozpołowiona na pół. Śnieg popuścił, w rowach puszki po kustoszu i mocnym. Skarpami puste małpki. Najwięcej cytrynowej lubelskiej. Kamienne gniazda, nieliczne skorupy ze śniegu, brudu, szlaki. Bogatki nad powalonymi wierzbami. Cztery schodki na czereśni. Na kapliczce kot siada w posąg. Uśmiecham się do Pani. Pani uśmiecha się do mnie. Dziury w drodze połatane wodą i błotem. Wyrwy w asfalcie. But sterczący z krzaków i sweter wypchany wilgocią. Pałętające się burki. Zrywka napędzana wiatrem. Metalowy brzdęk rozpięty pomiędzy jednym a drugim krokiem. Ciepły marmur. I syn, który właśnie się budzi. Gucio, pójdziemy pod słońce. Teraz widać, kto sypał popiół na śnieg.

Czytaj więcej: Notatki na marginesach (43)

Drzwi

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: niedziela, 28 luty 2021

Anna Krasuska

Drzwi przeważnie były otwarte, jak to w wiejskim obejściu latem. Nie musiała wspinać się na palce, żeby dosięgnąć klamki. Przechodziła z sieni na podwórko albo z podwórka do sieni, kiedy tylko miała na to ochotę. Bez świadomości, że ten element domu może mieć inną funkcję poza odgradzaniem od zimnego powiewu, kiedy przychodziły słoty.
– Ania, kolacja – wołała mama. Otrzepywała wtedy ręce, bo cokolwiek by nie robiła, czy to gotowała lalce obiad, czy przesadzała mlecze na zachwaszczonym trawniku, czy naprawiała korytarz w piasku, który został ojcu po odlewaniu betonowych słupów, co by nie robiła, ręce zawsze miała brudne. Spracowane. Myła je wtedy szybko, brała przygotowaną kromkę i pogryzając jedną ręką, drugą wracała do przerwanych na chwilę czynności, najważniejszych dla niej w tamtej chwili. Drzwi nie zaprzątały jej zupełnie.

Dostrzegła je dopiero wtedy, kiedy klamka i zamek pojawiły się na linii oczu. I cokolwiek by to znaczyło, drzwi zaczęły mieć dla niej realny, namacalny wymiar. Od tej pory sama zaczęła je otwierać i zamykać. Zawsze była po którejś stronie. Jednak wówczas strona nie miała jeszcze znaczenia.
Zmieniło się to dużo później.

Czytaj więcej: Drzwi