Z DNIA NA DZIEŃ, Z TYGODNIA NA TYDZIEŃ

„Śmiech Chryzypa” (odcinek dziesiąty)

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: niedziela, 27 grudzień 2020

Jerzy Żelazny

Z PANIĄ KWIK W ŁÓŻKU

Zbudził go chrobot klucza w zamku drzwi. Ktoś się zakrada?  - Fryz uniósł głowę, nadsłuchiwał, w głowie szumiało mu i świstało – to efekt rozrywkowego dnia i tych paru kieliszków cytrynówki wypitych pod pieczone kiełbaski. A chrobot w zamku nasilał się, zgrzytał ostrzegawczo.  Złodziej, bandyta, porywacz? A  może ktoś chce mnie ostrzec przed grożącym mi niebezpieczeństwem? – zastanawiał się, trzeźwiejąc ze snu. Usiadł w pościeli nagi, gdyż nie włożył piżamy, uwielbiał spać nago, zwłaszcza latem. Strach popędzał serce  do mocniejszych uderzeń, waliło w piersiach, jakby zamierzało je rozerwać i zeń wyskoczyć. A może ktoś pomylił pokoje i klucz nie pasuje. To nie był zamek yale, czy inny wymyślny, ale prosty, jakie bywają w zamkach z klamką… Chrobot trwał nadal, dźwięki wskazywały, że ktoś  stara się otworzyć chyba wytrychem… Że też wyjąłem klucz, gdybym pozostawił w zamku, trudniej byłoby otworzyć. Opuścił łóżko, wciągnął spodnie piżamy, zaczaił się z boku drzwi, gdy się otworzą, Jerski zamierzał pierwszy zaatakować, może się uda obezwładnić łobuza, chociaż  wątpił, czy podoła; jeśli to zbir, to zna się na swej robocie, wie jak walnąć, obezwładnić, a on, pisarz, zapatrzony w książki… Mimo tych obaw, postanowił się bronić. Niegdyś na wsi dawał sobie radę w bójkach z chłopakami, niejednemu przywalił, a ojciec, klafciarz, chwalił, tak rób zawsze, nie daj się, bij pierwszy w mordę, kopem popraw albo bykiem... Jednak Fryz nie miał zbyt wielu okazji, by korzystać z rady ojca - był chłopakiem spokojnym, nawet gdy popił, chętniej się śmiał, nie był skory do  awantur. W technikum leśnym, gdy chłopaki kpili z niego, nazywając go siekierką, nie wszczynał bójek, Jurek Karniewski stawał w jego obronie, uspokajał chłopaków, grożąc dowcipnisiom daniem w zęby, bali się Jurka, niezłe miał kopyto. I trenował boks, ale krótko, nie miał serca do tego sportu.

Czytaj więcej: „Śmiech Chryzypa” (odcinek dziesiąty)

Błyskawiczny konkurs świąteczny „Latarni Morskiej” i „eleWatora”

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: środa, 23 grudzień 2020

Jak co roku o tej porze ogłaszamy - wspólnie z redakcją kwartalnika literacko-kulturalnego "eleWator" - błyskawiczny konkurs świąteczny. Cytujemy teksty (fragmenty) siedmiu autorów. Kto rozpozna przynajmniej cztery cytaty oraz poda nazwiska ich twórców, weźmie udział w losowaniu nagród.

Adres korespondencji: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Termin nadsyłania odpowiedzi mija 31 grudnia 2020 r. o północy.

Tradycyjnie już wśród spełniających warunki uczestników konkursu rozlosujemy archiwalne numery „Latarni Morskiej” i „eleWatora”, a także wydane przez „Latarnię Morską” i „eleWator” książki.

Prosimy o podawanie fizycznych adresów przy nadsyłanych odpowiedziach – by nagrody mogły trafić do rąk uczestników konkursu.

Prawidłowe odpowiedzi, a też listę nagrodzonych, podamy 1 lub 2 stycznia 2021 roku. Nagrody rozesłane zostaną w ciągu tygodnia.

 

1.
Bóg powołał zatem człowieka do istnienia, powierzając mu zadanie bycia twórcą. W „twórczości artystycznej” człowiek bardziej niż w jakikolwiek inny sposób objawia się jako „obraz Boży” i wypełnia to zadanie, przede wszystkim kształtując wspaniałą „materię” własnego człowieczeństwa, a z kolei także sprawując twórczą władzę nad otaczającym go światem. Boski Artysta, okazując artyści ludzkiemu łaskawą wyrozumiałość, użycza mu iskry swej transcendentnej mądrości i powołuje go do udziału w swej twórczej mocy.

Czytaj więcej: Błyskawiczny konkurs świąteczny „Latarni Morskiej” i „eleWatora”

„Kochanie” Aleksandry Dańczyszyn

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: wtorek, 22 grudzień 2020

Leszek Żuliński

UWAGA, DEBIUT!

 Rzadko mi się zdarza, że napotykam i recenzuję debiutantów. Tym razem jestem bardzo zadowolony…
 Na skrzydełku okładki czytam: Aleksandra Dańczyszyn – ur. 1991, absolwentka polonistyki UW, laureatka konkursów poetyckich. W 2015 roku reprezentowała Polskę na Międzynarodowym Festiwalu Poetyckim Transpoésie w Brukseli. Jej wiersze były tłumaczone na język francuski, flamandzki i angielski. Książka „Kochanie” jest jej debiutem poetyckim.
 No!, jak na debiutantkę to do pierwszej książki wniosła dobre wiano. Nie mam wątpliwości, że pojawiła się nowa poetka, która będzie „rozpoznawalna”.
 Przejdźmy ad rem…

 Zaskoczony tą lekturą byłem, bo w gruncie rzeczy natychmiast tomik erotyczny odkryty został.
 Tak, to są wiersze miłosne… Niby żadna niespodzianka, bo przecież poezja miłosna najprawdopodobniej króluje nad innymi. Sęk w tym, że to – wbrew mniemaniu – jest gatunek wielce trudny. Takie miłosne „pitu-pitu” to my już od zawsze znamy.

Czytaj więcej: „Kochanie” Aleksandry Dańczyszyn

„eleWator” nr 4 - 2020

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: poniedziałek, 21 grudzień 2020

I jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia mamy czwarty i ostatni  tegoroczny numer (4 [34] 2020) szczecińskiego kwartalnika literacko-kulturalnego „eleWator”, obejmujący październik, listopad i grudzień. Numer liczy 208 stron. Grafika na okładce autorstwa Rafała Babczyńskiego.  Zdjęcia w numerze Ryszarda Dąbrowskiego. Tematem wiodącym numeru jest twórczość Marka Nowakowskiego. Bieżące wydanie otwiera wiersz Moniki Maciasz „Tłusta ziemia”.
A co dalej między okładkami pisma?

Marek Nowakowski’: „Bałem się jedynie tego, że stanę się pisarzem sensu stricte politycznym” – z Markiem Nowakowskim rozmawia Krzysztof Siemieński;
„Ja nie miałem prawa tego mówić ludziom na wilkim placu!” – z Januszem Drzewuckim rozmawia Karol Samsel;
Anna Frajlich: „Spotkanie z Markiem”;
Radek Bruch: „Epilog bardzo osobisty. O Dzienniku podróży w przeszłość Marka Nowakowskiego”;
„Połączyła nas miłość od pierwszego wejrzenia” – rozmowa Macieja Libicha z Wiesławem Uchańskim – wydawcą książek Marka Nowakowskiego;
Maciej Urbanowski: „Marek Nowakowski i Nagroda Literacka jego imienia – kilka uwag”;

Czytaj więcej: „eleWator” nr 4 - 2020

Święta i śnieg

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: niedziela, 20 grudzień 2020

Jerzy Żelazny        

                                                                                                         Żale Agatona

Do świąt Bożego Narodzenia jeszcze tydzień, gdy to piszę. Wyglądam rankiem przez okno - „ Za oknem szaro, smutno, a jeszcze przed miesiącem…” – przypomina mi się refren popularnej niegdyś piosenki. Przed miesiącem, no, może nieco wcześniej, było złociście, trwała złota polska jesień…
W prognozie pogody obiecywano śnieg, a tu ani jednego śnieżnego płatka. Jakież to będą te święta?  Czarne jak od kilku lat? Czyli smutne. A w tym roku jeszcze smutniejsze z powodu pandemii. Nie czuje się tego nastroju z powodu wyjazdu do rodziny lub oczekiwanego przyjazdu. Zawsze odczuwało się podniecającą radość, w tym roku nic z tego. Ludzie rezygnują z wyjazdów, święta będą obchodzone w gronie rodzinnym wspólnie mieszkającym, bez  odwiedzin krewnych z dalszych stron. Kto mieszka w większej rodzinie, czasem wielopokoleniowej, ma szczęście, inni mniej, zwłaszcza starzy, samotni… To przykre.

 Wracając do śniegu - mnie  święta Bożego Narodzenia kojarzą ze śniegiem, jazdą saniami, lepieniem bałwanów, łyżwami, ślizgawką… Z dzieciństwa nie pamiętam „czarnych” świąt, zawsze był śnieg. Może było inaczej, zdarzały się bezśnieżne, ja jednak pamiętam te śnieżne, gdy przed domem wiatr usypał zaspy, trzeba było przekopywać korytarze a nawet tunele, drogi zaśnieżone, zapadało się w śniegu po kolana, jeżdżono saniami, rozlegał się dźwięk dzwonków zawieszonych na końskich szyjach… Dzisiaj to widoki niewyobrażalne, a ja je pamiętam. Fakt, mieszkałem w rejonie kraju bardziej wysuniętym w kierunku północno-wschodnim, gdzie zimy nieco sroższe niż tu w środku Pomorza. Cała Polska niegdyś była położona bardziej na wschód, więc i zimy zdarzały się ostrzejsze. Powstało jednak przysłowie – gdy w Barbary po wodzie, w Gwiazdkę po lodzie. I odwrotnie. Powiada się, że przysłowia są mądrością narodów, musiało zatem być Boże Narodzenie raz mroźne, innym razem podczas odwilży lub mrozy  jeszcze nie nadeszły, bo przecież to porzekadło powstało na podstawie obserwacji aury.

Czytaj więcej: Święta i śnieg