Z DNIA NA DZIEŃ, Z TYGODNIA NA TYDZIEŃ

„Smokonie” Łukasza Michalskiego

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: czwartek, 20 maj 2021

Stanisław Szwarc

 

ŚWIĘTE SŁOWA

Wiersz rodzi się w miejscowniku
musi być o Kimś, o Czymś.

To pierwsze słowa jednego z wierszy Łukasza Michalskiego z jego tomiku „Smokonie”. Tomiku najwyraźniej pierwszego, skoro z tekstu na ostatniej stronie okładki dowiaduję się, że Autor wiersze pisze od kilku lat „do szuflady”, a debiutował w 2019 r. w Kwartalniku Literackim „Wyspa”. Trudno się z tymi słowami nie zgodzić. Sens, nawet przemyślnie ukryty, jest fundamentem tekstu literackiego.
Dalej bohater wiersza deklaruje:

łaszą się do mnie ciągle
cytaty, metafory
rymy i rytmy, symbole
metra i przerzutnie

Jak się łaszą, to trzeba jak wędrowny dziad wziąć tęgi kij owinięty jeżową skórką i przepędzić część tego nachalnego towarzystwa. Ot, choćby z pierwszego wiersza w tomiku. Bohater tego utworu zgrabnie złożonego dziewięciozgłoskowcem (5+4) najpierw wyznaje:

Słucham ciekawie, wolno, długo
Słucham uważnie. Wciąż na nowo.
Słucham na zawsze i ab ovo,

by stwierdzić, że w usłyszanych słowach są tak płaskie sensy, te znaczenia / Marne bez gracji bez uroku. Cóż, większość tego, co mówimy, to rzeczywiście proste i banalne komunikowanie się. Podmiotowi lirycznemu najwyraźniej to nie odpowiada, zdaje więc czytelnikowi relację z nieco innego słuchania.

Czytaj więcej: „Smokonie” Łukasza Michalskiego

„Nie mam pytań” Anny Mochalskiej

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: środa, 19 maj 2021

Leszek Żuliński

 

TRYPTYK ZNACZĄCEJ WAGI

 Ta Autorka jest – jak na razie – mało znana. Przytaczam to, co o Niej wiemy: Ur. 1992. Wydała dwa zbiory wierszy: „syndrom obcej ręki” i „same głosy” (nominacja do Nagrody Poetyckiej im. K.I. GałczyńskiegoOrfeusz”). Była dwukrotnie wyróżniona w projekcie Biura Literackiego „Pracownia po debiucie” i nominowana  do nagrody głównej w Konkursie Poetyckim im. K. Janickiego. Publikowała m.in. w „Stonerze Polskim”, „Arteriach”, „Wakacje”, „Twórczości” i „biBliotece”. Mieszka w Bydgoszczy.
 Może jest i mało znana, ale będzie nieźle znana, bo bez wątpienia po prostu ma wyjątkowy talent.

 Przytoczę tryptyk, wart uwagi. Oto pierwszy wiersz w tym tryptyku - tytuł: ciąg dalszy, bolenie. Cytuję: jeśli smutek ciała dotyczy wszystkich, / we wszystkich częściach wszechświata,  / ból to ten dźwięk, który słyszymy przed snem, / a każdy, kto jest z bólu, słucha jego głosu. // jeśli ból jest opowieścią, jeśli opowieść zapuszcza korzenie, / zagnieżdżając się w ciele jak smutek, / ból jest jedyną prawdą, która spaja ciało, / ból jest mechanizmem, który napędza ciąg dalszy.
 
 Teraz druga część tryptyku, pod tytułem: ciąg dalszy, modlenie. Przytaczam: o panie, twoje ciało jest chrupkie niczym chipsy, / o panie, twoja krew jest gęsta,  zawiesista. / do ciebie więc idziemy, gdy głód sieje spustoszenie, / ty jesteś bogiem grubym na ten chudy czas. // już siedem lat minęło, tłustości ani śladu, / a bóg nam się odchudził, bóg nie ma już zapasów, / wzdęty głodem brzuch, okryte skórą żebra – / ty jesteś ością z kości na ten chudy czas, // o panie, nie ukryjesz wystających obojczyków, / o panie, rozpuszczasz się jak oranżada na języku, / więc teraz, gdy minęło już kolejnych siedem lat, / mów, gdzie skitrałeś  apasy na pozostały czas.

Czytaj więcej: „Nie mam pytań” Anny Mochalskiej

Liryczny stres

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: poniedziałek, 17 maj 2021

 

Lech M. Jakób

Podczas spotkań autorskich i towarzyskich, również listownie lub w trakcie luźnych rozmów, często pytają czytelnicy o początkowe zderzenie z poezją. A w ogóle skąd wzięła i jak, zaczynając władać piórem, zostałem poetą.

Skąd wzięła się poezja? Rzec można – z kosmosu. W znaczeniu takim, że istniała zawsze. W utajeniu. Do czasu, gdy pojawił się człowiek – istota potrafiąca rozkodować liryczny szyfr. I tajemnicę poezji ogarnąć. No, może nie w pełni, nie całkowicie, gdyż jej tajemnica jest wielowymiarowa i z niewyczerpywalnymi źródłami pierwiastka wręcz boskiego. Czyli z walorem znaczeń duchowych.

A jak zostałem poetą? Tu pierwsze zdecydowane zastrzeżenie: poetą się nie zostaje. Po prostu nim się jest lub nie. Tego - jak na przykład krawiectwa czy stolarki  - nauczyć się nie można.

Pierwociny, jak postrzegam z perspektywy czasu, były mizerne. Bo owszem, wciąż wyraźniej coś wołało we mnie, lecz nie bardzo potrafiłem do istoty sprawy się zbliżyć. Inaczej mówiąc – błąkałem się. Jednak czego chcieć od dziecięcia, a później młodzieńca, któremu słowa wymykają się, niczym piskorze łowione gołą ręką w strumieniu? Z początków zachowały się trzy utwory, nieznane nikomu. Mocno przesycone emocjami, by nie rzec: wewnętrznie rozedrgane, mało spójne. Oglądam je dziś z niejakim poruszeniem, ale i wyrozumiałością dla ich usiłowań dookreślenia tego, co próbowało na chromy sposób się wykluć.

Potem zaczęły się schody: tworzenie coraz bardziej świadome i początkowo nieśmiałe wypuszczanie utworów w świat. Łączyły się z tym dotąd obce mi rozterki, wynikające z kontaktów z żywymi odbiorcami. Nie będę ukrywał, że obawiałem się reakcji czytających.

Czytaj więcej: Liryczny stres

Katarzyna Kuroczka - Wiersz

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: niedziela, 16 maj 2021

 

RĘKOPIS UTRACONY W AUSCHWITZ

mówisz, że bluźnię, bo nie mam cyfr na przedramieniu
i nie poczułam nigdy zapachu palonych nocą przyjaciół;
nie musiałam kraść niczego, chociaż mogłam wszystko;
zazdrośnie patrzysz na moje suknie, bluzki i kapelusze,
które intuicyjnie uciekają przed prążkami na białym tle;
mówisz, że zapominam o bliskich zbyt łatwo, gdy tylko
znikają z oczu, choć powinnam dać im życie wieczne
jako zapłatę za tych kilka chwil, jakie podarowali mi.

a jednak widzę nas obie w tej samej celi; w mojej wszyscy
osłaniają twarze jakby chcieli ukryć słowa obnażające
bezradność; każdy ma wyznaczoną przestrzeń, poza którą
czeka go śmierć przez uduszenie; grzebie się szybko i bez
bliskich, a rękopisy noszone na sercu odbierane są
każdego dnia przez strażników uporządkowanych cyfr.

Czytaj więcej: Katarzyna Kuroczka - Wiersz

Przygoda amerykańska Adama Zagajewskiego*

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: sobota, 15 maj 2021

 

Adam Lizakowski

Adam Zagajewski, obok Czesława Miłosza i Stanisława Barańczaka, największą część twórczego życia spędził w Ameryce, chociaż nigdy na stale tutaj nie mieszkał. Od roku 1988 był wykładowcą akademickim w Houston i Chicago, a także bardzo często przekraczał ocean z wizytą na spotkania poetyckie, literackie, konferencje międzynarodowe oraz po odbiór licznych nagród poetyckich i honorowych. Dla mnie ten krakowski poeta był panem życia, mówił biegle kilkoma językami. W porównaniu z innymi polskimi poetami, którzy nie chcieli, nie mogli, albo woleli nie ruszać się z kraju, miał możliwość obserwacji i kontaktów z ludźmi innych kultur. Czy czas spędzony na  podróżowaniu i zwiedzaniu czyniła z Zagajewskiego lepszym poetą, eseistą? Niewątpliwie tak, można to z całą pewnością stwierdzić na przykładzie jego esejów, a także wierszy.

Przebywanie na stałe czy tylko czasowo poza granicami Polski to doskonała okazja aby spotkać innych, nowych ludzi, posłuchać  co mają do powiedzenia chociażby o naszej ojczyźnie, o naszej kulturze, kuchni, o nas jako narodzie. Za granicą słowa Polak, patriota, katolik słyszymy inaczej i odmiennie brzmi ono w naszych uszach. Wyjazd za granicę także pomaga nam lepiej zrozumieć nas samych, popatrzeć na siebie z pewnego dystansu. Każda ojczyzna ma swój urok dla jej mieszkańców, ale gdy oddalimy się od niej, choćby na kilka dni, wtedy mamy ciekawsze spojrzenie na rodaków i własny kraj. Wracając z każdej podróży widzimy zmiany nie tylko w swoim rozumieniu nas samych czy rodaków. Oczywiście nie dzieje się to z dnia nadzień, lecz świeże doświadczenia i obserwacje wcześniej czy później dadzą o sobie znać.

Celem mojej pracy nie jest opisywanie związku Zagajewskiego z Ameryką, ani poruszanie tematu odbioru jego poezji za oceanem - chociaż  jego obecność fizyczna na Ziemi Lincolna trwała prawie cztery dekady. Pragnę jedynie zwrócić uwagę  na fakt, jak poeta znad Wisły spostrzegał ten wielki kraj, który okazał się dla niego tak bardzo przyjazny i gościny. W poniższej pracy chciałbym przyjrzeć się bliżej tomikom wierszy wydanych jeden po drugim; „Jechać do Lwowa” (Londyn 1985), „Płótno” (Paryż 1990), „Ziemia ognista” (Poznań 1994), „Późne święta (wiersze wybrane)” (Warszawa 1998), „Pragnienie” (Kraków 1999). Okres ten obejmuje dwadzieścia lat życia na emigracji.

Czytaj więcej: Przygoda amerykańska Adama Zagajewskiego*