Latarnię Morską wsparli:

SONDA

Jak rozwój mediów elektronicznych i e-książek wpłynie na żywot książek papierowych?
 

MIĘDZY NUMERAMI


TEKSTY, INFORMACJE, KOMUNIKATY

Szymon Kantorski “Duety”, Wielkopolska Biblioteka Poezji, tom 15, Wydawnictwo WBPiCAK, Poznań 2009, s. 45 PDF Drukuj Email
czwartek, 15 lipca 2010 07:42

Ludzie, rzeczy i pojęcia pojawiają się w wierszach Szymona Kantorskiego (ur. w 1969 r., mieszka w Poznaniu) w rytmie rytuałów codzienności i święta, by pokazać drogę cywilizacji i kultury, jaką kroczy człowiek ze swoją wiedzą i niewiedzą o sobie i świecie. Przywoływane przez autora tomiku Duety wszelkie zachowania ludzkie są albo nietypowe, odważne i nie do naśladowania, albo reprezentatywne i typowe dla pewnego czasu historycznego czy określonego środowiska, bo poetę interesuje powtarzalność, maska, rola, los, z którego ktoś ma odwagę się wyłamać choćby za cenę stosu. “Kamień, papier, pamięć”. Poeta pokazuje ograniczone możliwości poznawania, gdy sięgamy tylko do linii horyzontu i obracamy się zaledwie w obiegu utartych obyczajowych szlaków (jak kobieta 42-letnia, która dziś idzie na ścięcie... włosów).

A jeśli pojawia się tu odwołanie do historii czy społeczno-gospodarczych przemian, to zwykle ironiczne – jak w oryginalnym wierszu “Dziadek”, gdzie poeta ciekawie korzysta z kontekstu wojennych podziałów na ofiary i zbrodniarzy, obnażając schemat myślenia o sprawiedliwości dziejowej. Wiersze Kantorskiego są jak szarady, nie rozgryziesz ich bez odwołania się do innej rzeczywistości, z której wzięły wątek, lecz ta gra z czytelnikiem o sens opowiadanych historii nie ma ostatecznej pointy, tak jak trudno do końca rozplątać, rozszyfrować wszelkie ludzkie zagmatwania, pozory, obietnice nie do spełnienia – ukazywane przez poetę zarówno w “rozdaniu” żeńskim jak i męskim, w odcieniu pozytywnym jak i negatywnym, w ścieraniu się sacrum i profanum o miejsce w naszym życiu codziennym i odświętnym.
Poezja ta korzysta z oszczędnego języka relacji zdarzeń; narrator opowiada różne ludzkie historie, nie narzucając się ze swoim widzeniem, jest dyskretny, powściągliwy i waży słowa czułe. Gdy bywa protestem przeciw grafomanom – to raczej przeciw grafomanom życia, wszak zapiski z podróży to drobnostka (skutek), ważniejsza jest przyczyna, by się zdecydować na podróż, na nowe spojrzenie, na uruchomienie niekończącej się, a tak intrygującej układanki, że warto jej poświęcić swój czas. Narracja wierszy jest otwarta, dlatego można układanie “duetów” z autorem przenieść w odpowiednią dla siebie wyobrażoną chwilę i miejsce, interpretacja – sytuacja czytelnika – ma bowiem dla wierszy Kantorskiego istotne znaczenie. Czasem autor żartuje sobie z wszystkich naszych odkryć, np. w wierszu “Rasa” (przepraszam więc za mnie ...; to wszystko to tylko kwestia mojej skóry / pod paznokciami kobiet, teorii (r)ewolucji / która podobno była mistyfikacją / której jestem następnym ogniwem, / mam za krótką pamięć by pamiętać, żyję za- / wirowaniem powietrza): w dobie wszelkich wolności ze wszystkiego można się wytłumaczyć i znaleźć usprawiedliwienie, którego i tak nikt nie usłyszy, gdy chroniczny brak bloga.
Przedostatni wiersz tomiku (“Warstwy”) dedykowany Ojcu wprowadza niespodziewaną nutę nostalgii za utraconym czy niepoznanym, mieszają się w nim różne spojrzenia: rzeczowy opis rzeczywistości, przewrotna, satyryczna uwaga o mediach i kibicach, liryzm czystego gatunku (nie byłeś w costa da caparica tam czarni / surferzy przekrzykują fale o zmierzchu / w szafie stare krawaty już nie gryzą się z nowymi / sygnały karetek na stacji przyjmują całą dobę / ostatnie zakłady naprawdę dużego lotka). Takie są wiersze Kantorskiego: zaskakujące i różnorodne. Warto się w nich przejrzeć.

Teresa Tomsia