Beata Mieczkowska-Miśtak "Wyrwane z niepamięci", KSIT, Kołobrzeg 2005, str. 96

Kategoria: port literacki Opublikowano: wtorek, 17 listopad 2009 Drukuj E-mail

Wanda Skalska

Poezjowanie jest powszechnie dostępną formą uczestnictwa w kulturze i z tej dostępności korzysta także Beata Mieczkowska-Miśtak. Jej debiutancki tomik, zatytułowany .Wyrwane z niepamięci, zdaje się to potwierdzać. Cóż, na ogół chcemy mówić dużo i o wielu sprawach, ale rzadka jest szansa wyrażenia się oryginalnym słowem. W plejadzie czteroczę.ciowego zbioru jest wszelka rozmaitość tematów. Lecz dominuje (znikając i powracając) motyw trudnego związku z płcią przeciwną. Podmiot liryczny wydaje się zgorzkniały i nieufny, nie bardzo wierzący w lepszą przyszłość. Jednocześnie mocno jest wpatrzony w siebie. Demonstruje wobec życia postawę roszczeniową. Chce więcej brać niż dawać. Ułomności tego zbioru znajdziemy kilka. Pierwszą bywa żurnalistyczny. sznyt. Postrzeganie świata w kategoriach informacji. Drugą ułomnością jest pasywność. Jak demonstruje to autorka w utworze "Moja rozmowa z Bogiem":

Siedzę w ciszy domu
czekam na cud.

Trzecim nieporozumieniem jest brak zaufania dla metafory i przenośni. Mowa "prozaiczna" lepiej sprawdza się w innych formach literackich. Jednak obszerny objętościowo zbiór, wręcz domagający się przetrzebienia tekstowego, zawiera utwory warte wyeksponowania. Do nich zaliczyć należy wiersze operujące emocjonalnym dystansem lub ironią. Jak na przykład w wierszu "Walentynkowa Panna", gdy autorka pisze:

Szukała miłości
W tanim barze
Dostała to
Czego chciała
Uczucie
Drugiej kategorii
Zupę mleczną
Na talerzu z sercem.

Jako zaletę strof tego tomiku uznać też można przejrzystość artykulacji oraz dynamiczną budowę. Dojrzała poetka (co wynika z treści utworów) świadomie łamie konwenanse i w łamaniu tychże konwenansów znajduje upodobanie. To, nie wartościując etycznie, ma spore zalety.


Latarnia Morska 1/2006