„Życie zastępcze” Romana Cieplińskiego

Category: z dnia na dzień Published: Thursday, 22 July 2021 Print Email

Wojciech Czaplewski

 

STRAWA KONESERÓW GORYCZY

Jednak zanim wyjdziesz, odpowiedz mi na jedno pytanie.
Co sądzisz o tytule książki: Życie zastępcze?
R. Ciepliński

Życie zastępcze to mimo wszystko powieść, dzianie się fabuły w świecie stworzonym, napisanym przez Autora. Zapewniwszy, że wszystkie postacie (jak również sam narrator) nie mają swoich pierwowzorów w realnym świecie, Roman Ciepliński przystępuje do pierwszoosobowej narracji, narratorem czyniąc pana C. („analogicznym przypadkiem” Franz Kafka w Zamku bohaterem uczynił pana K.). Nie da się ukryć, intelektualnej dzielności wymaga od czytelnika tekst wysmażony według takiej oto receptury: ...strumień prawdy rozcieńczyć marzeniami sennymi, opowieścią odbitą w krzywym zwierciadle albo – opowiedzieć przypowieść, która z definicji wymaga wysiłku. Rzecz, będąca drugą częścią dyptyku Maszyna do pisania (część pierwsza nazywa się Ukryte myśli, to stamtąd przybywa Albert Cymerek, a maszyną do pisania jest, jak wiadomo, człowiek), składa się z trzech rozdziałów, o tytułach, które absolutnie nie nadają się na slogany reklamowe: najdłuższej Przemiany materii, najkrótszego Życia zastępczego i średniego Koszmaru i sarkazmu. Więc z góry wiadomo (bo spis treści, jak to w serii „Kwadrat”, umieszczony jest na początku), że „holywoodu” nie będzie.

To mimo wszystko powieść, owszem ze skłonnością do eseistycznej refleksji, do passusów literacko teoretyzujących albo i filozoficznie dialogujących (z Emilem Cioranem, z Platonem, z Nietzschem, nawet z Anzelmem z Canterbury..., a spod dna tych otchłani puka na przykład Michel Foucault z jego Historią szaleństwa...), passusów raczej odautorskich niż odnarratorskich. Wycieczki w autotematyzm, w rozważania z dziedziny estetyki, a nawet w teorię poznania – jak ta seria epistemologicznych zapytań na 122 stronie, z jej nieodzowną puentą (puenta jest następująca: Miłość jest czystym absurdem).

To mimo wszystko powieść, i to – mimo wszystko – powieść o miłości. Albowiem już narrator Kubusia Fatalisty... był świadom, że czytelnikowi tylko amory w głowie. Spokojnie, czytelniku, będą amory, oj będą. Fabuła wciąga w swój wir dość nieduży krąg postaci, bujających się między dalszymi a bliższymi planami. Jedyne co mnie w świecie zaciekawia, to inny człowiek – powiada narrator. Samozniszczyciele i konstruktorzy nonsensu: Mirosław Świątek, największy poeta wyklęty Rembertowa, który zgłębia coraz niższe piętra autodestrukcji. Sybilla, zakażona samobójstwem ojca, perwersyjnie niewinna marksistowsko-leninowska femme fatale. Literatka Anabella, która przez pomyłkę, wraz ze swymi złotymi serpentynami włosów trafia pod kołdrę narratora, Katz, autor monumentalnego poematu gloryfikującego samobójstwo (nie wiem, czy słusznie mi się przypomina samobójca Katz z Pamiętnika starego subiekta...), z rzadka trzeźwiejąca, a jednak wprowadzająca elementarny ład Ewa – poetka z Grochowa. Irracjonalna feministka Gryzia cudnie piękna. Windziarz Józef, co mógłby być prorokiem, który ze swojego jądra ciemności woła: Koszmar, koszmar... I – przede wszystkim – bohater-narrator świeżo po zakończeniu krótkiego toksycznego małżeństwa z Różą, grążący się jednak w dużo dawniejszej traumie rozstania z A. (jeśli miłość, to tu, na dnie tej właśnie traumy). Labirynt jednocześnie chaotyczny, z hojnie dozowanymi szkieletami w ślepych zaułkach, i dośrodkowy, z komnatą bestii, wnętrzem pokoju z zakonserwowaną przeszłością, do którego narrator przypadkiem odnalazł klucz. Nieuchronne grzebanie, gmeranie, babranie się w starych bólach. Autoportret retrospektywny i dwa węzły tych bólów. Czy można we dwoje obrabować bezdomnego i na tym zbudować sensowny ciąg dalszy? Otóż nie można. Czy można wieść normalne życie, kiedy się wysiadło z pociągu, zostawiając w nim odjeżdżającą w nicość ukochaną? No nie bardzo. Ten akurat motyw zaczerpnięty jest (do czego autor i narrator otwarcie się przyznają) z Antala Szerba, jego powieści Podróżny i światło księżyca. Tu i tam bohater porzuca obcowanie z człowiekiem na rzecz obcowania z kulturą. Tylko że u Szerba są to perły kultury śródziemnomorskiej, a u Cieplińskiego – mistyczna brzydota Rembertowa. (Wybór to zresztą i tak sensowniejszy niż życia zastępcze preferowane przez większość, te Netfliksy, Cartoony Networki, TikToki i Pudelki).

Tej podróży w głąb siebie i jednocześnie w głąb kultury zdaje się patronować (prócz Szerba i Nietzschego, i Witkacego, i całego stada „inspiracji i nawiązań”) stary Konwicki ze swoją goryczą i ironią, ale wyraźniej jeszcze zza Życia zastępczego obiema rączkami macha guru Marcel Proust: ...odzyskać dawno temu utracony spokój, by zacząć znowu żyć życiem w czasie rzeczywistym, teraźniejszym, a nie przeszłością. Jesteśmy – jak Don Kichot, jak młody Werter albo Stach Wokulski – ofiarami naszych toksycznych lektur, choć modna ostatnio i zaraźliwa pogarda dla książek to widomy znak pełzającej apokalipsy. A może patronem książki (a nie tylko obrazów A., neurotycznej kochanki) jest malarz, tajemniczy Giorgione z jego symboliczno-realistyczną Burzą, kryjącą swoje labirynty, sekrety i przemilczenia (a może nawet Zbigniew Herbert z Epilogiem burzy, będącym przecież zaczepioną o obraz weneckiego mistrza podróżą przez ból...)?

I świat przedstawiony: wielowątkowy chaotyczny strumień zjawisk, spomiędzy których, niczym znak interpunkcyjny, przebłyskuje nieskończoność. Uwikłania, uwikłania. Demoniczne korytarze IPN-u, toksykologia poprawności politycznej i płonąca Notre-Dame. Ptasia pandemia, tak, nawet i ona, z wirusami i lockdownami. Myśli bezwładu. Malowanie dupą. Historiozofia narodowa. Duszożerstwo. Czy naprawdę jesteśmy ofiarami kultury? Czy kultura jest miejscem ucieczki? Czy to ona programuje nasze miłosne porażki, oferuje życie zastępcze, nieuchronnie wiedzie do upadku?

Tak. Roman Ciepliński daje do myślenia.

Roman Ciepliński „Życie zastępcze”, Wydawnictwo FORMA i Dom Kultury „13 MUZ”, Szczecin 2021, str. 210

Wojciech Czaplewski


 
Przeczytaj też recenzje wcześniejszych powieści R. Cieplińskiego: Diabelski młyn (2011) autorstwa Irminy Kosmali oraz Ukryte myśli (2020) pióra Stanisława Szwarca