Jerzy Górzański: „Przedstawienia”, Towarzystwo Przyjaciół Sopotu, Sopot 2016, str. 56

Category: port literacki Created: Tuesday, 21 February 2017 Published: Tuesday, 21 February 2017 Print Email


Agnieszka Kołwzan

KAŻDY KONIEC TO POCZĄTEK

Jerzy Górzański – wszechstronny artysta słowa (poeta, prozaik, felietonista, scenarzysta, redaktor, autor słuchowisk radiowych) – odszedł 25 sierpnia 2016 r. Pozostawił po sobie zbiór wierszy Przedstawienia (wydany nakładem Biblioteki „Toposu”, Sopot 2016), który interpretować można jako swoiste pożegnanie.

Tom, podzielony na dwie części: Przedstawienia i Stochod, zawiera kilkanaście wierszy, w których centrum znajduje się obszerny poemat Łąka Wyczyńcowa. Całość poprzedza utwór Pragnienie, który zdaje się być zapisem ostatniego doświadczenia autora, walki z chorobą, która to skłoniła do refleksji nad własnym życiem.

Podmiot liryczny, przeczuwając kres, wyraża pragnienie osiągnięcia wieczności, za jej symbol obierając afrykańską górę: „Chciałbym wejść / Na kameruńską Górę Bogów / Mongo-ma-Lobah. // Ale najważniejsze: / Wiem dokąd, – / Nie wiem jak” (Pragnienie). Ów pierwszy wiersz wraz z ostatnim stanowią niejako klamrę spinającą całość. W otwierającym tom Pragnieniu podmiot liryczny antycypuje przyszłość (zna i chciałby osiągnąć cel swej wędrówki), w zamykającym natomiast Stochodzie udaje się w przeszłość, by odszukać ojca: „Jest taka rzeka Stochod, / Na Wołyniu, / W której kąpał się przed wojną / Mój Kresowy ojciec […] // Do mojego Kresowego ojca / Podchodzę przez sen – przenikam”. Jednak nawet w onirycznej przestrzeni jest to niemożliwe: „[…] mój ojciec kresowy odpływa”, co podmiot liryczny podsumowuje tak: „A i mnie zawrócić / Nie ma już dokąd”. Bohater wie, że znajduje się w takim punkcie swojego życia, z którego odwrotu nie ma…

Starość, postrzeganą wedle André Maurois’a jako „złe przyzwyczajenie, którego nie mają czasu nabrać ludzie bardzo zajęci”, kwituje pełnym zdziwienia pytaniem „To już?” (Starość to złe przyzwyczajenie). Jednak godzi się na jej nadejście, przyjmuje ją z własnej woli, rozstając się powoli z życiem: „Chodzę po mojej ciemni, / W absolutnej ciemności, / I gaszę światła” (Starość to złe przyzwyczajenie).

Pożegnalny nastrój tomu przełamuje poemat Łąka Wyczyńcowa. Wieloznaczny, symboliczny, niełatwy w odbiorze, dający się czytać na mnóstwo sposobów. Tytułowa „łąka wyczyńcowa” to rodzaj pospolitej łąki występującej w dolinach dużych rzek, w której, jak sama nazwa wskazuje, dominującą rośliną jest wyczyniec łąkowy (gatunek trawy). Zantropomorfizowana jest podmiotem lirycznym wiersza, a przedstawia siebie jako byt o podwójnej tożsamości: „W mojej prezentacji, / W przedstawieniowej / Zdublowanej kreacji: / JA / I / JA / Pachnąca ziołami / Mówię do siebie / I sobą podpowiadam – / JEDNA SZCZĘŚLIWA / W / JEDNEJ NIESZCZĘŚLIWEJ”. Ów swoisty monolog, jaki łąka prowadzi sama ze sobą, pełen jest nieoczekiwanych, zaskakujących dygresji, wtrąceń, uwag, które dotyczą m.in.: dzieł literatury (np. Dżuma Alberta Camusa), teorii względności Alberta Einsteina, wojny, dadaistów, współczesnego zagrożenia terroryzmem (zamachy w Nicei i Paryżu). Wszystko to sprawia, że łąka zdaje się być świadkiem ludzkiej historii, obserwatorem zdarzeń lub też symbolem świata, areną człowieczej egzystencji. Trawa symbolizuje także naturę, kontakt z przyrodą, czerpanie z jej życiodajnej siły, zachwyt nad harmonią, co znajduje potwierdzenie w licznych opisach roślinności: „Występuję w imieniu traw – // […] W imieniu moich sióstr – / Łąki trzęślicowej, / Co się ukokosiła pod lasem / […] Łąki na Grądzie (grądowej) / Powtarzającej poranne zorze / Jak wieczorny pacierz // […] Łąki Salernicowej – / Od soli i niskiego słońca // […] Śpiewam z towarzyszeniem / Sekcji zapachowej – / Barankowym językiem, / Czyli babką lancetowatą. / Dziewanną – / Panną na wydaniu. / Karolkiem – / Zwanym Kminkiem”. Podwojona tożsamość łąki, na którą składają się: łąka wyczyńcowa (jako pewna ogólność) i bliźniaczka psia trawka (jako jednostka), może obrazować też złożoną naturę człowieka – z jednej strony, będąc odrębną, oryginalną istotą, stanowi całość, z drugiej zaś jest fragmentem zbiorowości.

Nie sposób jednoznacznie odczytać tak poematu, jak i całego tomu, bo skutecznie wymykają się kategorycznym osądom. Koncepcja otwartego zakończenia znajduje również odzwierciedlenie na ostatniej karcie Przedstawień, którą przeznaczył Jerzy Górzański na pożegnanie: „Każdy koniec to początek”…

Jerzy Górzański: „Przedstawienia”, Towarzystwo Przyjaciół Sopotu, Sopot 2016, str. 56

Agnieszka Kołwzan

 

Przeczytaj też w tym dziale niżej recenzję tomu wierszy J. Górzańskiego Wszystko jest we wszystkim (2014)