Notatki na marginesach (48)

Category: z dnia na dzień Published: Wednesday, August 04 2021 Print Email

Bartosz Suwiński

 

KOTLINA. PARABAZA

1.
Gniazdo os pod kloszem. Krzaki wspierane na drągach, choinki powiązane sznurami i przycięte przy szczytach. Zapach lipy: odurzająco dziecinny. Mieszka nie tylko na ulicy i we wspomnieniu. Mucha paskudząca kropkę truskawkowego dżemu. Żółwik z plasteliny w postrzępionym listku toaletowego papieru i ślimak, który zaraz tu będzie. Krople wody na odkrytym fragmencie korzenia świerku zadartego przez kosiarkę. Za każdym razem, ilekroć tu przechodzę.

2.
Wierzby i brzozy. To na nie patrzymy z Jankiem. To przy nich mówimy o nich. Czasem jeszcze klon, czy topola. „Tata, patrz jaka wielka rzeźba”. A ja ciągnę za wierzbowy warkocz. I patrzymy w górę, i zatrzymujemy się wokół gniazda. Dalej dąb. I błędy. „Oh no, I know a dirty world / hello hello hello…”.

3.
Najbardziej odległe są możliwości.

4.
Dni puchną od treści, która się zbiera, choć nie pozwala się wyartykułować. Dni tych samych czynności, które tylko markują poprzednie chwyty, choć naszą uwagę usypiają. Dni w których obiecujesz sobie coś, czego od kolejnych dni i tak nie potrafisz zacząć. Dni które zawadzają, a przecież ograbiają mnie z siebie i choćby dlatego są cenne. Dni na dnie o które się obijesz, bez których się nie obejdziesz.

5.
Jeden z nich opiera się łokciem o białe krzesło ze świeczką. Siedzą na ławce we trzech. Dwóch gra na gitarach. Zapamiętale i zaciekle – u Sargenta te dwa przymiotniki bratają się na dobre. Ale mnie interesuje trzeci z nich. Z głową zwróconą w górę. Z nieobecnym spojrzeniem. Zwalniający oczy z treści. Dla muzyki jedynie obecny. W bałaganie. Za osiemnaście lat rozpocznie się XX wiek.

6.
Kapelusz zakładam bo włosów już na czubku nie mam dziesięć zrzuciłam i dziesięć zostało w zanadrzu teraz suche jem bo mąż w szpitalu a samemu się robić nie chcę żeby aby przez gorąc o jedzeniu się zapomina i kota zostawiłam na balkonie ale na parterze mieszkam a pan też tu na blokach w tę spiekotę no to do widzenia.

7.
Ten świat nie należy do nikogo. Ale bardziej jest twój, Janku, niż czas, który nadejdzie. I stanie w miejscu chwil, obok kuglarzy. Nigdy nie widać nieustającego przepływu. Stąd bierze się radość, wiesz? A ty, Gustawie, pamiętaj, że to, co się nie wydarzyło, nie jest nieodwracalnym, dobrze? „Idź, gdzie się kompanija bawi dobrą myślą” (Wespazjan Kochowski).

8.
Niewiele wiemy o dzieciach. Jeszcze mniej dzieci wiedzą o nas. Gdzie wnuk mija się z dziadkami? Czy więzi pomagają przekraczać granicę? Odkąd się zaczynamy, gdzie indziej się kończymy. Sposób nie odmienia się dla nas, w ten sam deseń. Jak i kiedy to się stało? Czy tak jest lepiej? Już dawno temu przestałem ufać, że pytanie jest pobożnością myśli.

9.
Forsuję strach na głos. Nikt nie przykłada do tego języka. „Najpiękniejsze wiersze pisze się / przed pustym ołtarzem / w otoczeniu agentów / boskiego szaleństwa” (Alda Merini, przeł. J. Mikołajewski). Nie daję temu wiary, ale obraz ma swoją gorączkę. A na trzeźwo: „Myśli moja, ja nie mam już słów. / Lecz czymże ty jesteś w istocie?”.

10.
Droga do wyjścia nigdy nie jest zamknięta, choć możliwość oddala chęć od siły. Czy próba to nie drugie imię chwili? Czy znikanie nie jest tym samym, co stawanie się? Jeden chuj. „Jakież to grały trąby za przyległym lasem” (Antoni Malczewski). „Cała okazałość  / Trąb – to tylko szelest / Traw – przed Tobą” (Marina Cwietajewa, przeł. J. Salamon).

11.
I ten Czech w uciskowych rajstopach, kapitańskiej czapce i sandałach. W przeciwsłonecznych okularach, z wisiorkami i nalanym sygnetem. Gra na harmonijce, podryguje, chwyta za trąbkę, jeszcze został mu akordeon. Popija małą szklankę piwa. Zaparkował na miejscu dla niepełnosprawnych. Odpala papierosa. Zagaduję dwie starsze panie. Pokazuję go Guciowi palcem, zatrzymuję wózek. Jest w nim dryg. Bigbit. Mówi coś do mnie, ale nic nie rozumiem. Uśmiecham się. Oddaję mu niewielką część radości jaką zostawił na bystrzyckim rynku. Te wszystkie przymiotniki jakie zostawił na ławce. Jak wszyscy pójdą, zabierzemy je Gucio!

12.
„Podzielam się bo lubię tak robić”. „Skręciłem twoją uwagę”. Tu powinna być przesieka. Pozostają represje obrazów wypierających widoki, nieskładające się w żadne tło.

13.
Kilkadziesiąt uli na miedzy przy polu obsianym gryką. Rękawy z pszczół przyklejone do frontów uli, lepiej nie wychodzić przed nie. Chłodzą się na zewnątrz, a w środku spada temperatura. Pracują w gryce. Zapach jest tak mocny, że nieprzyjemny. Nie pozostawia miejsca na jakąkolwiek wątpliwość. Chodzimy za ulami, zaglądamy w woskowe resztki. O pszczelim leju w powietrzu tylko mówimy. Musimy go sobie zobaczyć słowami.

14.
Rytm konturów nie gra figury. Zerwanie z ciemnością łączy nas w przemianie. Przestrzeń bierze to na siebie. Mam w oczach obraz, który rzeczywiście odejmuje. Rzeczywistość nie wydaje reszty. Nie wydaje nocy kroków. Dźwięk otwarty na wszystkie melodie. Projekcje pustki wyświetlane gwiazdą.

15.
Poszycie kompozycji wyściełane jest mchem rozpulchnionym deszczem. Wejdź w to. Orbity i skrajności. Dzwony jako ruch śladu, przekroczenie zmierzchu, oczekiwanie zmierzchu. „Zrzuca swój nieźrzały płód drzewo, dobrowolne / Sobie czyni sieroctwo, kwiatki więdną polne. /I pola otworzyste po te wszystkie czasy / Płaczą i trawne łąki, płaczą chłodne lasy” (Sebastian Fabian Klonowic).

16.
Zatrzymałem się przy sobie. Obok kalkulacje i rachuby. A gdzie modlitwy i intencje? Pisze J.: „Jeżeli wychodzimy poza obserwację i doświadczenie, zaczynamy cierpieć”. Pisze B.: „Przez kilka godzin patrzyłem na tysiące ludzi, którzy chojraczą i odstawiają rewie mody, a 99 procent rzeczy, które mają ze sobą (ubrania, urządzenia) wyprodukowali Chińczycy. Zastanawiałem się w tym Zoo, czy to my oglądamy zwierzęta, czy one nas oglądają i wydawało mi się, że to drugie”.

17.
Spaceruję z Guciem. Czwarta niewładna umysłowo osoba mówi mi dziś dzień dobry. Ciekawe, jak tacy ludzie, doświadczają rzeczywistości i czy życie to dla nich zawsze przegrana w całej rozciągłości. Fiaska i troski? A może niewiadoma, której urok polega na tym, że nic racjonalnego nie można o niej powiedzieć? Jedno wydaje mi się pewne: dla nich czas zawsze jest już sednem.

18.
Rozmawiają. Jedna zagaja do drugiej, odzywa się ta, co dłuższą chwilę wystaje pod sklepem. Czeka na chleb, na drugi wypiek. Nerwowo podpytuje o godzinę. Mówi, że o 14.00 jest „Elif”. Pani też ogląda? Z tureckich to jeszcze „Przysięgę”. A, to ja nie. No i „Kozacką miłość”. O, one wszystkie ładne. A jak ma Pani kamień w czajniku to wodę z octem pogotować. Mi się zrobił po tygodniu. Ale pięć czajników z rana gotuję do mycia. No gdzie jest ten chleb? A na tą niech Pani nie zwraca uwagi. Wariatka. Co z tą drugą dostawą? Mieli być od godziny temu. „Co ma śpiewać rymopis? Albo jakie będzie / Miał miejsce u tych, którzy radzi by zgasili / Słońce na niebie, a tym błędy swe pokryli?” (Szymon Szymonowic).

19.
Kot przysypia w pędach botwiny, nad ziemią rysują się już bulwy. Maliny są pękate i Janek polewa je wodą. Tęcza wodę pije. A po drugiej stronie woda pije tęczę. A. mówi, że od strony pól przychodzą sarny i na tym nieużytku biwakują. Sąsiad pastucha założył bo lis wynosił młode kaczki, a sarny w szkodę wchodziły. Zbite papierówki wysypują się z wiadra, pójdą na kompot. Największa rosamunda w szklarni ma bawole serce. Irysy kwitną i pną się w górę. Gdyby to były dinozaury, to te o najdłuższych szyjach, no, Janek, przypomnij? Orzechówka dokonuje ablucji w oczku, a potem sfruwa na dach stodoły, rozpościera skrzydła i mości się na jednej dachówce. Cały miesiąc mam przed oczami ten smutek w spojrzeniu siwej Pani, do której zabrakło mi odwagi podejść, a potem to sobie wyrzucałem, ale jak wróciłem, to jej już nie było, za to kawka upuściła skórkę chleba na mój sandał. I chłopiec niósł na rękach płaczącą dziewczynkę z zespołem Downa, która nie przestała po mojej minie, co grymasiła się bez świadków. I już na ostatniej prostej Pani o kulach zeszła nam z wąskiego chodnika na jezdnię, a my zostaliśmy z „Niunia ma pierwszeństwo”. Pestkojad na werandzie, który nie potrafi wzbić się do lotu, a chwycony w dłoń, kłuje do krwi, zanim poleci. Margerytki, tak, jeszcze.

Bartosz Suwiński

 

Przeczytaj też wcześniejsze odcinki „Notatek na marginesach” B. Suwińskiego, wiersze autora w dziale 'poezja', a także w 'porcie literackim' recenzje jego tomików: Bliki (2013), Odpust (2013), Uroczysko (2014), Wyraj (2017), Bura (2019) oraz książki eseistycznej Pory poezji. Koncepcja czasu w twórczości poetyckiej Krystyny Miłobędzkiej (2017)