„Boję się o ostatnią kobietę” Joanny Baciąg

Category: z dnia na dzień Published: Friday, July 02 2021 Print Email

Anna Łozowska-Patynowska

 

NIESPIESZNA MODLITWA O NIESPEŁNIENIE

Zbiór poezji Joanny Bociąg to odpowiedź na wewnętrzne wołanie o stworzenie normatywnie poprawnych relacji międzyludzkich. Intrygujące jest jednak to, jak rozumie je poetka w zbiorze Boję się o ostatnią kobietę oraz fakt, w jaki sposób zostało to wyeksplikowane.
Ponadto kwestią zasadniczą jest ustalenie, dlaczego właśnie kobietę uczyniła Bociąg podmiotem kluczowym swojej wypowiedzi? Czemu będzie ona ostatnią, skoro w męskim świecie jest ich tak wiele? Przez ostatnie dziesięciolecia to kobiety dominowały wszelkie poziomy dyskursu kulturowego, przełamując kolejne bariery, niszcząc stereotypy, okazują się lepszymi niż mężczyźni retorami i zarządzającymi oraz organizującymi życie społecznie. Jednak prawdziwa kobieta gdzieś w tym wszystkim ginie, z całym bagażem swojej wrażliwości jest spychana na margines przez upodobania kobiet-triumfatorek obecnego świata nowoczesnego. Czy kobiety, które dźwigają na sobie ciężar świata niezauważone naprawdę wyginęły, a może zaraz zaczną wymierać, zdominowane przez te, które chcą być głośne i wszędzie obecne, choć zatraciły już w sobie swoją oczywistość, bezbronność i własną istotę? Z tymi pytaniami warto zmierzyć się przed podjęciem lektury tomu.

Symboliczna tkanka znaczeniowa wierszy o znamiennym tytule Boję się o ostatnią kobietę pozwala na budowanie różnych możliwych interpretacji. Jednak centrum szczególnie interesujące autorkę to kwestia bezgranicznej samotności człowieka w zbiorowości, czyli dylemat nowoczesności, z którym samoistnie i samodzielnie winniśmy się zmierzyć. Problem ten komplikuje nie tylko podjęta przez poetkę tematyka kobiecości i erotyki jako związanej z ciałem kobiety, ale i tęsknoty do utraconych relacji człowieczych. Pojmując te aspekty w sposób uniwersalny, Bociąg decyduje się na szersze spojrzenie na alienację bohaterek i bierność przedstawionych jednostek.

Nie do podrobienia są obserwacje poetki ukierunkowujące dialog człowieka na semantykę zdarzenia. Nasze życia składają się z sytuacji, mniejszych i większych, które decydują o dalszym biegu naszego istnienia. Czy jednak deterministyczne założenia muszą prowokować do przyjęcia teorii predestynacji, odgórnego przeznaczenia, toku ludzkiego losu? Utwory boże ciało I oraz boże ciało II, celowo pisane małymi literami, przesądzają o dalszym biegu istnienia, stając się momentami zwrotnymi w życiu bohaterki lirycznej: „25 maja jego matka ma wypadek (…) tego roku dzień matki wypada w Boże Ciało”. Decyzja o wypadku do nikogo nie należy, nie jest także pretekstem do snucia refleksji moralnej. To przypadek, który okazuje się momentem ważnym dla kolejnych symbolicznych aspektów życia bohaterki lirycznej, o czym przekonuje już boże ciało II: „pokazuje na swojej twarzy  jak po znieczuleniu miejscowym”. Blizny przeszłości powracają w przypomnieniu, cyklu wzmocnień, który okazuje się trwaniem mającym znaczenie dla samej jednostki.

Retrospekcyjne ujęcia symbolicznych wydarzeń pojawiają się w kolejnych lirykach. W ten sposób losy kolejnych osób zostają ze sobą splatane, połączone nicią. Lusia „leży obok babci”, jej krew z krwi pokoleń, oddana za przeszłość, rodzi pytanie o sens jej przelania („tyle potłuczonych twarzy z jednej krwi”). Na ile zatem chrystologicznie zorientowana historia kobiet okazuje się metaforyczną narracją o ich związku krwi, a na ile jest to propozycja zapisu doświadczeń człowieka dostrzegającego relacje przeszłości i teraźniejszości? Ponadczasowość i przeciągnięcie wypowiedzi w sferę mityczną prowokuje czytelnika do sprzęgnięcia tego wątku z legendarnością opisu. Bo przecież przeszłość kształtuje sposób spoglądania na nas samych, każe zrozumieć wzruszenie, to że niegdyś innym jak teraz „twoim córkom cierpnie krtań” (bezbronne). Uniwersalność ludzkich przeżyć staje się najważniejszym  kryterium dokonywania pierwotnej oceny człowieka, jego prywatnego cierpienia, które na swojej własnej twarzy, krwią pokoleń pragną wypisać osoby mówiące w wierszach.   

Tykanie zegara człowieczego losu, wyartykułowane w niektórych lirykach Bociąg, podkreśla podmiotowość i  nieodłączny od kobiecości wymiar erotyzmu. Liryki Williama Carlosa Williamsa, jako korespondujące z zasygnalizowanym przez Bociąg tematem, okazują się intertekstualną wypadkową jej rozważań. Wiersz Chcę ci tylko powiedzieć że Williamsa („zjadłem te śliwki które były w lodówce”), okazuje się ważną inspiracją dla poetki, mocno zapatrzonej w artystyczny sposób wyrazu amerykańskiego poprzednika. To odwołanie jest na tyle widoczne, że aż bezpośrednie i konkretne. Zmusza ono do poszukiwania głębszych przyczyn takiego stanu rzeczy: „chciałam ci tylko powiedzieć, że zjadłam kiwi które było na parapecie ciepłe dojrzale i miękkie” (kiwi). Pierwiastek niedosłowności przenika oba teksty poetyckie. Idąc tropem Williamsa, Bociąg osiąga możliwie wysoki pułap werbalizacji powiązań z drugim człowiekiem, budowania z nim jedności i rozumienia komplementarności inicjowanej przez drugą osobę. Czyni to dzięki wysunięciu na plan pierwszy lirycznej niewyrażalności, inwestując mocno w precyzję słowa, ale i ważąc je bardzo dokładnie.

Kwestia niejasności, niedopowiedzeń i biologicznych odniesień w wierszach symbolizowanych przez Bociąg rozszerza się na zagadnienie sprawiedliwości w stosunkach międzyludzkich (nic więcej). Pytanie o to, „kto ma jakieś prawo”, aby ingerować w życie żywych, desygnować i symbolizować rzeczy w świecie umarłych, okazuje się fundamentalną kwestią dotyczącą człowieczeństwa i jego braku. Bociąg prowokuje zatem postawienie kolejnego pytania, dotyczącego zasadności równopodziału. Wychodząc od sformułowania, czy ktoś ma prawo do czego, dochodzi do wniosku, że człowiek, powodowany złudnymi i kuszącymi jakościami łatwego posiadania, pragnie za wszelką cenę posiąść jeszcze więcej, sprowokować do tego, by otrzymać naturalne prawo wyższości i autonomii wobec kolejnego posiadania, choćby za cenę kradzieży i przywłaszczenia. Sprawiedliwość staje się w rezultacie  nierównością, ale i zaciemnieniem wartości, ich zawłaszczeniem w niecnych celach.

Na pozór zatem ‘człowiek człowiekowi wilkiem’, stwierdzić można stanowczo, wczytując się w tom Boję się o ostatnią kobietę. Kwestia winna brzmieć jednak nieco inaczej: „człowiek człowiekowi człowiekiem”, i w takim zakresie pojęcia te winny być wobec siebie komplementarne. Tymczasem Bociąg stwierdza: „zielsko to nie roślina”. Kim jest zatem człowiek, czy nie jest człowiekiem, lecz zwierzęciem? Wychodząc od tematyki kobiecej, której egzemplifikacją jest Oksana Szaczko, Bociąg płynnie przechodzi do kwestii egzystencjalnych. Czarna oprawa jej liryków i nawiązanie do „sztywnego ciała” aktywistki, walczącej w imieniu praw kobiet, okazuje się introdukcją do lirycznego wątpienia w życie. Śmierć w ujęciu Bociąg jest bardziej realna i dotykalna, jak w wierszu na barykadach. Inna perspektywa znaczeniowa i symboliczna, zasygnalizowana przez poetkę, modyfikuje dotychczasowe warianty metaforyki kwietnej: „róż ciętych kwiatów powinno się zakazać jak mięsa”. Nieaktualne zdają się już słowa: Carpite florem, qui nisi carptus erit turpiter ipse cadet, z kolei zostaje powołany do życia nowy model myślenia o rzeczywistości jako świecie bytów żywych, które bezmyślnie skazujemy na śmierć.

Co jednak sprawia, że to odchodzenie ze świata staje się w sposób nieunikniony pierwszym planem jej poetyckiej wypowiedzi? Spisywanie na straty tego, co powinno mieć szansę na rozkwitnięcie, okazuje się największym bólem istnienia. Jest to w rzeczywistości utrata nadziei, niezwykle bolesna strata dopełniania istnienia. Tęsknota Bociąg to zatem próba ratowania „dziecka ostatniej kobiety” które „umrze przed narodzeniem”, to ciągła walka o następne cenne sekundy życia, nieustanne „zapętlanie sceny” i kolejne rutynowe „zapętlanie sceny”. Cywilizacja śmierci, w której żyjemy, a która roztacza przed nami rzekome uroki życia, ma jednak możliwość niedokonania się. Właśnie dlatego modlitwa Bociąg jest dramatyczną próbą o niespełnienie, odwleczenie tego, co nowoczesność nam posyła, czego dowód znajdziemy w wierszu filmy.

Modlitwa o niespełnienie Bociąg jest brutalną konfrontacją człowieka z niejednoznacznością wartości ogólnoludzkich. Ma jednak pozytywną orientację, kierunek aksjologicznie doprecyzowany i doszlifowany, bowiem ma stać się modlitwą zaprzeczającą niesprawiedliwości i niespójności, ma niszczyć podziały i budować człowieka od środka wciąż na nowo.

Joanna Bociąg „Boję się o ostatnią kobietę”, Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi i Dom Literatury w Łodzi, Łódź 2020, str. 58       

Anna Łozowska-Patynowska