Z DNIA NA DZIEŃ, Z TYGODNIA NA TYDZIEŃ

Poemat funeralny

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: czwartek, 28, luty 2019

Leszek Żuliński


słyszysz jak ja czasem dyszę,
z lustra patrzy na mnie bazyliszek,
i śmieje się z mojego garbu,
jaki dźwigam na życia jarmarku

popatrz: mam zmęczone oczy,
ten bazyliszek zaraz zza węgła wyskoczy
i będzie tarzał się ze śmiechu,
czyniąc remanenty moich grzechów

weź i trzymaj mnie za rękę,
uspokajaj mą udrękę,
połóż palce na me oczy,
kiedy czas metę przekroczy

*

Czytaj więcej: Poemat funeralny

Spotkanie z Wojciechem Czaplewskim

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: środa, 27, luty 2019

Pierwszego marca (tj. w piątek) o godzinie 17:00 w sali koncertowej kołobrzeskiego ratusza (ul. Armii Krajowej 12) odbędzie spotkanie autorskie z Wojciechem Czaplewskim – połączone z promocją wydanego przez Formę tomu prozy poetyckiej Książeczka rodzaju - http://www.wforma.eu/ksiazeczka-rodzaju.html

Przeczytaj u nas recenzję promowanej książki W. Czaplewskiego, a w dziele ‘proza’ jej fragmenty. Nadto recenzje wcześniejszych publikacji autora: tomu esejów filozoficzno-literackich Pochwała niezrozumiałości (2013), zbiorów wierszy Próba czytania (2014) oraz Odzyskane rzeczy (2018), a także jego felietony

Czytaj więcej: Spotkanie z Wojciechem Czaplewskim

Radosław Sączek - WIERSZE

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: wtorek, 26, luty 2019

 

ZAWRACANIE UWAGI

Co sprzedajesz, poeto? Przemyślenia
z byle tragedii,
byle cierpienia,
wykłady z byle rozkładu.

Co przyszedłeś nam sprzedać, poeto?
Zawracanie dupy.
Stratę czasu.
Zawracanie uwagi.

My to wszystko już wiemy, poeto.
po co nam wiedza,
że poeta wie,
co upadło.

Co sprzedajesz, poeto?
Czy czucie?
Przyjdź z przeczuciem,
że padnie.

Czego chcesz od nas, poeto?
Skąd się bierze to parcie?
Wlazł taki w szkodę i prze.
I choć wyprze, przepadnie.

Czytaj więcej: Radosław Sączek - WIERSZE

„Letarg” Grzegorza Marcinkowskiego

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: poniedziałek, 25, luty 2019

Anna Łozowska-Patynowska

POETA WIDZĄCY PODWÓJNIE

Istota „Letargu”, w swojej kompozycji właściwie tryptyku, osadza się na próbie doścignięcia głębi, doskonale zakamuflowanej przez naszą aktualność. Należy zatem zapytać, czym jest letarg, do którego nawiązuje tytuł zbioru? Nieprzytomność, apatia, senność to słowa-klucze określające dominantę tomu. Czy to jednak wystarczy, by oddać charakter trójczłonowej werbalizacji stanu emocjonalnego człowieka wyłaniającego się z „Letargu”?

Interpretacyjną wędrówkę zacznijmy od „K”, rozdziału składającego się z dziewięciu wierszy, dotykającego problematyki esencji rzeczywistości, w której tkwi człowiek: „Wyobraź sobie, że stoimy w samej awangardzie apokalipsy” („Drugi”). Imaginacja nie ma z tym przedstawieniem nic wspólnego, bo akcenty, które rozkłada podmiot, dotyczą naszej rzeczywistości tu i teraz. „Pękanie”, doskonale widoczna ilustracja destrukcji tego świata wiąże się z wizją regresu postępu cywilizacyjnego, po którym nie zostanie już nic. Człowiek wobec kultury nie jest zatem bezradny, bo przecież „na ścianach klubów odcisną się nasze kształty”. To, co w nim najcenniejsze to istota pamięci oraz pewien wymiar inteligencji emocjonalnej, który daje szansę odczucia filozofii miast „drżących niedostrzegalnym drżeniem”. Apokalipsa wydaje się wobec tego nieustannym próbowaniem przez człowieka materii świata („popiół otrzepujemy z ramion”, „czujemy na plecach płomienie”). Nie chodzi tu zatem o umieranie, rozsypywanie się ludzkiej rzeczywistości, wszak metaforyczne przedstawienie na kartach „Letargu” pełni inną kluczową funkcję. Bladość i przezroczystość ludzkiej egzystencji domaga się nabrania większej wiarygodności. Czyniąc świat diametralnie przezroczystym, Grzegorz Marcinkowski odsłania przed nami konstytucję ludzkiej natury, człowieka tak bardzo skoncentrowanego na powierzchowności i prowizoryczności własnych zachowań. W nim właśnie pragnie poeta wzniecić wolę walki o sens tego, co widoczne-niewidoczne.

Czytaj więcej: „Letarg” Grzegorza Marcinkowskiego

Szkoła jako śmiertelna choroba przenoszona systemowo z pokolenia na pokolenie

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: niedziela, 24, luty 2019

Katarzyna Kuroczka

Z chodzenia do szkoły powinno się wyrosnąć jak najszybciej. Dla własnego dobra. Dla dobra reszty społeczeństwa też. Ten, kto pozostaje w oświatowych murach za długo, ulega nieodwracalnym deformacjom wszystkich układów – od ruchowego począwszy, a na układzie odpornościowym skończywszy.

W drodze do szkoły (à propos zwrot ten przeraża każdego Czecha, dla którego ‘droga’ to narkotyk, a nie chodnik czy inna ścieżyna), tak więc w drodze do szkoły deformuje się najpierw kręgosłup. Jeśli bowiem nie da się nic wtłoczyć do głowy przez uszy i oczy, to należy przynajmniej podjąć próbę przez plecy, dlatego kolejnym pokoleniom każe się chodzić z coraz większymi ciężarami na ramionach. Zaskakujące jest, że im więcej wiedzy wlewał belfer do uczniowskich głów, tym mniej potrzebował do tego książek, zeszytów i całej reszty asortymentu (pseudo)naukowego. Natomiast wraz z dramatycznym obniżeniem poziomu nauczania gwałtownie przyrosła sterta wszelkiego badziewia zwanego szumnie pomocami naukowymi i podręcznikami tudzież zeszytami ćwiczeń. Te ostatnie to oczywiście po to, by udawać, że realizujemy starą maksymę repetitio est mater studiorum. A kręgosłup, kolana i biodra nabierają kształtów, którymi zajmie się w przyszłości oby nie kolega z ławki, bo ten może mieć problemy z odróżnieniem łękotki od łechtaczki, jeśli posiedzi w tej ławce zbyt długo. No, ale kto komu zabroni zostać ortopedą i traumatologiem?!

Czytaj więcej: Szkoła jako śmiertelna choroba przenoszona systemowo z pokolenia na pokolenie