Z DNIA NA DZIEŃ, Z TYGODNIA NA TYDZIEŃ

Grube książki

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: poniedziałek, 05, marzec 2018

Jerzy Żelazny

Od dawna nękają mnie grube książki, a nie znoszę tych opasłych, uwielbiam średniej objętości, ot, 250 – 350 stron formatu a5. Radzę sobie jako tako z książkami do czterystu stron, unikam tych, które przekraczają tę objętość. Ba, pomijać się nie da albo jest trudne, skoro czytanie jest moją namiętnością. Czasem się od niej uwalniam jak pijak od kolejnych libacji, ale na krótko. I nie daję rady wymigać się od brania tych pękatych, bo są ciekawe, cenne, nie do zlekceważenia. Trafiają mi się owe grube książki czasem z zaskoczenia – tak było na przykład z powieścią Ignacego Karpowicza Balladyny i romanse – przeczytałem gdzieś informację o ukazaniu się tej powieści, zaciekawiła mnie, śpieszę do księgarni, nie mieli, zamówimy, obiecują, gdy nadejdzie, zadzwonimy. I rzeczywiście, za trzy dni stoję przed ladą, ekspedientka wyciąga tomisko bez mała sześćsetstronicowe, kupiłem, bo jak inaczej, wycofać się, wstyd.

Czytaj więcej: Grube książki

„Z narożnika mapy” Piotra Michałowskiego

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: piątek, 02, marzec 2018

Leszek Żuliński

LAS MIESZANY

To jedna z książek serii „koLekcja eleWatora”, który to cykl redaguje Artur D. Liskowacki, a wydaje szczecińska oficyna Forma. Zresztą Paweł Nowakowski, właściciel Formy, też bardzo w ten cykl jest zaangażowany.
Ta akurat książka jest bardzo „szczecińska”. Jej tytuł – Z narożnika mapy – wynika z osobliwego położenia geograficznego Szczecina. W tym „narożniku” Michałowski siedzi sobie od lat. Pierwszy odcinek cyklu ukazał się już w roku 2003 w piśmie „Pogranicza” i był kontynuowany do roku 2012.

Czy warto było teraz te felietony zebrać i wydać? Co do tego nie mam wątpliwości – takie dokumentacje są po latach na wagę złota. Ten cykl jest na dodatek pisany świetnym piórem. Ktoś, kto zakochany jest w swojej „prowincji”, w „małej ojczyźnie” to „koszałek-opałek” minionego czasu. I właśnie dlatego robota Michałowskiego jest cennym dokumentem. A przy okazji niezłą lekturą.

Czytaj więcej: „Z narożnika mapy” Piotra Michałowskiego

Kolberg w kąpielisku morskim Sopot

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: środa, 28, luty 2018

Jacek Klimżyński

Zachwytów krajobrazem morskim nie odnotował, choć morza prawdopodobnie nigdy wcześniej nie widział. Podczas swej jedynej podróży na Pomorze w 1875 r. był już w zaawansowanym wieku, a sama podróż miała ściśle badawczy cel. Przez półtora miesiąca latem wspomnianego roku zbierał interesujące go materiały z rozległego obszaru kaszubszczyzny. Ich plon późniejszym badaczom folkloru i etnografii nie okazał się szczególnie przydatny, z wyjątkiem zagadnień dotyczących obrzędowości i jak zawsze pieczołowicie zbieranych teksów pieśni wraz z ich melodiami.

Oskar Kolberg (1814-1890) był gruntownie wykształconym muzykiem. Od wczesnych lat dziecinnych pobierał lekcje gry na fortepianie, a studia muzyczne kontynuował u Józefa Elsnera (1830), Ignacego Franciszka Dobrzyńskiego (1932-34), a w latach 1835-36 podjął studia kompozytorskie w Berlinie, równolegle z kursami buchalterii w akademii handlowej.

Czytaj więcej: Kolberg w kąpielisku morskim Sopot

Ulica Themersonów 5

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: wtorek, 27, luty 2018

Organizatorem konkursu „Ulica Themersonów 5” jest Płocka Galeria Sztuki. Konkurs jest adresowany do studentów i absolwentów wydziałów artystycznych uczelni wyższych.

Do konkursu można zgłaszać prace dwuwymiarowe, wykonane w dowolnej technice rysunkowej (np. węgiel, ołówek, kredka, frotaż) lub grafiki warsztatowe (np. linoryt, drzeworyt, akwatinta), w formacie nie większym niż 100 x 70 cm, a także scenorysy do wybranego fragmentu literackiego, wiersza lub filmu artystycznego Themersonów. Od uczestników oczekuje się nawiązania do awangardowej postawy i działań Franciszki i Stefana Themersonów.

Czytaj więcej: Ulica Themersonów 5

Dałem sobie urlop

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: poniedziałek, 26, luty 2018

Janusz Korbel

Dzisiaj dałem sobie urlop. Nie odbieram telefonów, nie włączyłem komputera. Jedząc śniadanie z czosnkiem, który dała mi Kasia ze swojego ogrodu, myślę o nas. Bardzo bym nie chciał zostawiać złych śladów. A ślady odciskają się wszędzie, nie tylko w śniegu czy na piasku. Jedynie śnieg pada bez echa – jak mówi poeta…
Dwa dni temu, nocą, po nostalgicznym koncercie naszego białoruskiego przyjaciela, który tym razem śpiewał wiersze samobójców, siedzieliśmy na ganeczku, w przedjesiennym, chłodnym czarnym powietrzu, przepojonym graniem świerszczy i posłodzonym kroplami miodu. Księżycowa poświata i migoczące z oddali gwiazdy przypominają, że wszystko jest na swoim miejscu. Wielki Porządek od wieków kpi sobie z ludzkich myśli, zmartwień, kłopotów i tragedii. A my staramy się niezdarnie układać rozsypane kawałki...

Czytaj więcej: Dałem sobie urlop