Tomasz Pietrzak "Umlauty", Wydawnictwo FORMA i Fundacja Literatury im. Henryka Berezy, Szczecin 2014, str. 78

Kategoria: port literacki Utworzono: piątek, 25, lipiec 2014 Opublikowano: piątek, 25, lipiec 2014 Drukuj E-mail


Agnieszka Kołwzan

POSZUKIWACZ ROZPROSZONEJ TOŻSAMOŚCI

Najnowsza propozycja literacka Tomasza Pietrzaka nosi tytuł Umlauty. Co ciekawe, poeta jest również autorem obrazu Z których jesteśmy, wykorzystanego do uwieńczenia okładki tomu. Zbiór został wydany w Szczecinie w 2014 roku nakładem Wydawnictwa FORMA oraz Fundacji Literatury imienia Henryka Berezy. Stanowi on część serii "Ilorazy ironii".

Umlauty w znaczeniu dosłownym odnoszą się do zjawiska przegłosu, czyli do przekształcenia brzmienia niektórych samogłosek w językach germańskich (np. ä), w znaczeniu metaforycznym konotować mogą zmiany lub raczej próbę odnalezienia świadectwa metamorfoz. A jakich?

Ano dotyczących tożsamości. Już samo motto otwierające tom: „Czasem pomaga zmiana imienia, czasem zmiana miejsca” (Talmud) wyznacza pole interpretacji zamieszczonych dalej wierszy. Utwór inicjalny, polisemantycznie zatytułowany Gens, zawiera istotną refleksję podmiotu lirycznego na temat poczucia przynależności narodowej. Bowiem „gens” zarówno w języku łacińskim jak i francuskim oznacza rodzinę lub ród, z drugiej strony jest też nazwą organizacji rodowej w starożytnym Rzymie skupiającej rodziny mające wspólnego protoplastę. Tymczasem bohater wiersza używa jej przewrotnie – mówiąc o swojej wielonarodowości: „Kto wie, ile razy doklejono mi coś do nazwiska,/ iloma odmianami i przegłosami potraktowano? […] Ponoć spotkali się we mnie Niemiec, Rus i Żyd/ – niepewna sprawa z tym” podważa sens samego pojęcia „nacji”. Bo czy warto trawić czas na poszukiwaniach początku swego rodu, skoro i tak nie istnieje i istnieć nie mógł żaden homogeniczny jego przedstawiciel? Co poświadcza zresztą historia fonetycznych zmian nazwiska bohatera…

Umlautowi i jego metaforycznemu znaczeniu poświęcone zostają również kolejne wiersze jak Przegłos, Głębia, czy Pawlacz. Sporo następnych utworów zakorzenionych w jest przeszłości rodziny bohatera lirycznego, który śledzi dzieje swego rodu: „Mieliśmy w rodzinie Żyda/ […] Straciliśmy ich po drodze, na zakręcie,/ w pospiesznej żeniaczce z Niemcami” (Trop), „Prapradziad na ferrotypie łypie okiem/ na praprababkę – pół Niemkę, pół Serbkę” (Ferrum). Przekornie obdarza rodzinę nazwiskiem „Gdybasowie”, a zapytany o przyczynę odpowiada: „W domu ciągle powtarzano –/ gdyby dziad to,/ gdyby stryj tamto,/ gdyby nie to jej dziecko,/ ta ich wojna, ten nasz pokój” (Gdybasowie). Swe poszukiwania podsumowuje w ironiczny nieco sposób: „I tak chyba już od trzech pokoleń to trwa./ Z kąta w kąt, z domu do bloku etc., etc./ Ale dzięki temu moja rodzina ma dowód, niezbity – kiedyś to byli ludzie z żelaza” (Ferrum).

Kolejne wypowiedzi poetyckie zostały poukładane w opatrzone osobnymi tytułami cykle. Jest ich pięć. Pierwsze dwa Kaufhaus i Długie ujęcia, które można potraktować jako swoisty dyptyk, przenoszą czytelnika w codzienność Górnego Śląska. „Kaufhaus” to nazwa, jak podaje autor, osiedla robotniczego w Rudzie Śląskiej, budowanego na przełomie XIX i XX wieku. Przedstawia je bohater liryczny za pomocą krótkich ujęć, notabene tak właśnie nazwane zostały poszczególne wiersze: Ujęcie 1, Ujęcie 2, itp. aż do Ujęcia 8. Aby podkreślić lokalny koloryt, wplata w swe wypowiedzi słowa pochodzące z etnolektu śląskiego, np. klopsztanga – trzepak, hasiok – śmietnik. Chwyta osiedle w czasach jego agonii; z wspomnieniami z dzieciństwa, w których osiedle jawi się jako pełne życia, zderza jego obraz współczesny: „[…] tym razem nie uda się/ i przeżyjemy te stare domy” (Ujęcie 8).

Z migawkowymi utworami składającymi się na Kaufhaus, kontrastują Długie ujęcia, rzeczywiście obszerniejsze. Prezentuje w nich bohater liryczny osobiste refleksje oscylujące wokół Katowic. Miasto jawi mu się jako przestrzeń pozbawiona „genius loci”, wyzuta z życia, wypełniona marazmem: „[…] to miasto już nigdy nie stanie na nogi”./ Widziałem miasto bez oczu –/ Boga, co wziął nas i zapomniał” (Katowice).

Trzeci cykl, Półwysep przywołuje Bałkany wraz z jego tragiczną, współczesną historią. Poszczególne wiersze koncentrują się na Srebrenicy – bośniackim mieście, niemym świadku masakry muzułmanów w 1995. W okaleczonej przestrzeni zauważa podmiot liryczny punkty wspólne z Polską, która w czasie drugiej wojny światowej przechodziła podobne losy: „Znam takie miasto w Polsce,/ na zachodzie. Napis na domu po niemiecku,/ a za progiem Ukraina wrze w garnku/ […] Tutaj też jedzenie boli./ Wspominają głód, ciężkie nogi i matki” (Srebrenica).

W przedostatniej części zbioru opatrzonej tytułem Sprzedawczyni butów powraca bohater liryczny w swych wspomnieniach do babci. Choć kreuje jej biografię, z fragmentów usiłuje odtworzyć całość, okazuje się, że o babce niewiele wie: „Tymczasem porządki w szafach i pawlaczach,/ dowiodły, że miała życie przed nami i kochała je” (Plan pięcioletni). Znowu w tym, czego na pierwszy rzut oka nie widać, znajduje się prawda.

W finalnym cyklu Nowe otwarcia w wierszu Zwierzątko stawia podmiot liryczny kropkę nad „i” lub raczej dwie kropki nad umlautem. Refleksyjno-poważny ton nabiera żartobliwego zabarwienia. W utworze skonstruowanym na zasadzie zaprzeczonych wyliczeń dziękuje podmiot Stwórcy za to, że nie uczynił go żadnym ze zwierząt: „Dziękuję, że nie jestem wyszczekaną rybą/ albo ptakiem mizantropem. Grunt, że nie płazem,/ który utknął w formie pośledniej, ani gadem,/ o którym gada się z pogardą”. Tok rozumowania, logiczny bezsprzecznie prowadzi do machiawelicznej konstatacji: „Sam się sobie nieraz dziwię, jakie to szczęście/ w nieszczęściu […]/ mieć w ustach tyle języków/ i w żadnym nie być wystarczająco mądrym”. Pochwała głupoty? Zawoalowana skromność? Perskie oko do odbiorcy? Odpowiedź znajdziecie Państwo w Umlautach.

Tomasz Pietrzak "Umlauty", Wydawnictwo FORMA i Fundacja Literatury im. Henryka Berezy, Szczecin 2014, str. 78

Agnieszka Kołwzan