Notatki na marginesach (2)

Kategoria: eseje i szkice Opublikowano: niedziela, 25, czerwiec 2017 Bartosz Suwiński Drukuj E-mail

Bartosz Suwiński

Coraz częściej odczuwam potrzebę oderwania się od wiersza, od jego nagłej, skondensowanej energii, która jest jak rozkalibrowane powietrze po burzy. Wiersz działa momentalnie i jednorazowo, jest jak cios, obezwładniający. Dobra poezja jest jak egzystencjalny nokaut z którego trzeba się podnieść i pozbierać, stanąć na nogi i od nowa budować sobie grunt pod stopami. Każdy wiersz multiplikuje życie, każdy wiersz jest nowym światem, który oswajam aby zaraz porzucić i szukać dalej. Czego? Po co? Nie wiem. Moje domysły nie materializują się w słowa, pozostają w magmie brzmień, która nie chce zastygnąć w żadną konkretną lawę. Ale są i palą, powodują wewnętrzny ferment, intelektualne zapasy. Czytanie wierszy może być również przyzwyczajeniem i rutyną, zaprogramowaną projekcją swoich oczekiwań, które wyczytujemy z wierszy. Z tym trzeba walczyć. To trudne stale zaczynać od nowa, stawiać się w pozycji nowicjusza, orać swoje wewnętrzne zapasy tak żeby po rekultywacji ziemi pozwolić zakwitnąć nowym roślinom, szczepom i pędom, bo jak inaczej być uczciwym wobec wierszy? Kiedy ta praca się dokonuje, sięgam po prozę.

Czytanie prozy jest jak oddech na chwile przed zaśnięciem, długi, spokojny, niosący nas spokojnie w sen. Czytanie wierszy jest wtedy dobre, kiedy łapiemy powietrze krztusząc się nim jak po szybkim, nieoczekiwanym biegu. W prozie dajemy się uwieść językowi, który nas niesie, albo lepiej wynosi: poza tu i teraz. Czytanie prozy jest jak podróż pociągiem, wiesz że droga jest daleka, widoki w miarę znane, nic specjalnego nie zburzy rytmu podróży, ewentualnie możemy wyłapać jakieś opóźnienie albo przyjemnie zapaść się w odmęty własnych rojeń. Daje poczucie ciągłości, początku i końca, których się uczepiamy żeby nadać naszym ruchom znamiona jakiejś określonej, uładzonej formy.

Tak, czytanie powieści jest jak długi spacer, który zajmuje naszą uwagę, pozwala przypadkowym detalom znaleźć się w granicach naszej percepcji. I to zmęczenie jest przyjemne, jest jak paliwo dla jadącej na oparach wrażliwości.

1.
Czytam właśnie przetłumaczoną na język polski książkę Pétera Nádasa z 1986 roku, pisarza znanego u nas z powieści „Koniec pewnej sagi rodzinnej”, dramaturga-nowatora, jednego z najciekawszych węgierskich pisarzy XX wieku, obok chociażby Ádáma Bodorza, Pétera Esterházy czy Magdy Szabó, by ograniczyć się tu do trzech, w gruncie rzeczy pomyślanych na gorąco nazwiskach. Mowa o „Pamięci”. Jest to powieść niezwykle wymagająca, która skupia na sobie całą uwagę, nie pozwalająca rozproszyć się nam niczym innym, poza lekturą. Opasła księga (rzecz liczy przeszło osiemset stron!), w której przepada się jak w bystrej rzece. W powieści nieustannie przeplatają się trzy dziejące się oddzielnie historię, fabuły nakładają się na siebie, stanowią dla kolejnych narracji swoiste tło i coraz bardziej nieoczywiste konteksty.

Z jednej strony jest to opowieść o XIX wiecznych kuracjuszach, których obserwuje dziecko-narrator wchodzące w swoją dorosłość, konfrontujące swój zmysłowy ogląd rzeczywistości, ze światem pełnym wystylizowanych póz, gdzie arystokracja ducha jest nie tyle pragnieniem, co stylem bycia, a kolejne progi wtajemniczeń i zdzierania zasłon obłudy, zostają gwałtownie zdemaskowane. To w końcu studium wrażliwości, fikcja w fikcji, przekonanie, że słowa mogą pomnażać życie.

Z drugiej strony to powieść o dojrzewaniu, o rodzeniu się instynktów, o tym, że człowiek często jest zlepkiem swoich popędów i nazbyt łatwo oddaje się atawizmom, które stara się nieudolnie maskować, nabytą kulturą czy wiedzą. Widzimy świat rodzących się namiętności, niepohamowanych popędów, rozbuchaną seksualność, która szuka dla siebie nie tyle wyrazu, co ujścia. Te partie powieści węgierskiego pisarza przypominają mi prozę Roberta Musila, który nie epatował ordynarnym światem ludzkich popędów, jeno demaskował nastoletniość, która fascynuje się odkrywaniem przemocy, co może paradoksalnie nieść estetyczne spełnienie.

Z trzeciej strony to powieść o historii, o powstaniu na Węgrzech w 1956 roku, które brutalnie stłumione zostało po dwunastu dniach. O sprzeciwie wobec wszelkich krepujących ludzką działalność totalitaryzmów i ideologii. O podzielonym murem Berlinem, kiedy miasto nie potrafiło uzgodnić ze sobą potrzeb ludzi i wspólnej definicji wolności. W końcu to powieść o sile literatury, napisana niezwykle porywającym językiem, gdzie zdania wylewają się z kartki jak rzeka ze swoich ustalonych brzegów.

To napisana z rozmachem, epicka, postmodernistyczna saga, która udowadnia, że to strumień pamięci i świadomości, nadaje sens naszemu istnieniu, które częściej znajduje potwierdzenie w słowach, rzadziej w gestach. Powieść dla literackich koneserów, dla których nie tyle liczy się smak potrawy, ale i technika i kunszt z jaką została przyrządzona!

(Péter NádasPamięć, przeł. Elżbieta Sobolewska, Wrocław 2017)

2.
Tym razem jadę do Puszczykowa, w rękach ostatnia powieść Michela Houellebecqa, „Uległość”. Nieodległa przyszłość, rok 2022. Bractwo Muzułmańskie wygrywa wybory we Francji i na nowo organizuje rzeczywistość rychło wprowadzając zmiany w życiu społecznym i obyczajowym. Partia powoduje przesunięcie akcentów i zwrócenie uwagi na tradycyjne wartości. Skupia się na narzucaniu swojego sposobu bycia i stylu zachowania innym. Kto nie jest w stanie się podporządkować muzułmańskiej narracji, ten zostaje wypchnięty na margines. Houellebecq kreśli portret zachodniej cywilizacji, która została wyparta przez religię islamską, podporządkowującą sobie kolejnych wiernych i niewiernych. Chrześcijański świat w którym dotąd żyliśmy obrócił się w niwecz, wartości uległy erozji, zaś fundowana przez dotychczasową religie (i wyobraźniowe imaginarium) wizja świata, odeszła do lamusa.

To książka o marazmie duchowym naszych czasów, o ekstremistycznych opowieściach, które przyciągają ludzi jak magnes rozrzucone opiłki. To książka-ostrzeżenie przed czasem, kiedy w imię politycznej poprawności gładko zrezygnujemy ze swoich praw, przyjmując styl bycia narzucony nam z zewnątrz. Houellebecq zdaje sprawę, że przetrwają tylko takie wizje świata, które skonsolidują wokół siebie największą liczbę ludzi. Smutna książka, pokazująca jak w nadchodzącej przyszłości wszystkie swobody i ideały, którym się kłanialiśmy, zostaną zdetronizowane, a w ich miejsce pojawią się zachowania jedyne możliwe i przez okoliczności dopuszczalne, zaś wolność zostanie sprowadzona do określonego kodeksu zachowań.

To również powieść o środowisku akademickim, znużonym swoją prostracją, o sile i potędze literatury, przeciwstawiającej się wewnętrznemu uwiądowi. Franҫois, główny bohater książki jest wykładowcą uniwersyteckim, autorem opasłej monografii poświęconej Jorisowi-Karlowi Huysmansowi – autorowi biblii modernistów, powieści „Na wspak” – i również przez pryzmat jego religijnych poszukiwań, widzimy tęsknoty za transcendencją, której na gwałt poszukiwano również w XIX wieku. Pisarz udowadnia, że kto sprawuje piecze nad edukacją, ten będzie kształtował świadomość przyszłych pokoleń i będzie sprawował rząd dusz. Autor „Mapy i terytorium” zwraca uwagę, że ten kto mebluje nasze wewnętrzne światy i organizuje podstawowe toposy dla naszej wyobraźni, ten skleci nam rzeczywistość, którą opatrzymy zaimkiem dzierżawczym „moja”.

3.
Przy okazji warto również sięgnąć i zajrzeć w zapisy, szkice, glosy i eseje jednego z najgłośniejszych francuskich pisarzy ostatniej dekady, autora nagrodzonej w 2010 roku Nagrodą Goncourtów powieści, „Mapa i terytorium”. Biorę na warsztat „Interwencje 2”.

Czołowy kontestator francuskiej literatury bulwersuje i nie bawi się w polityczną poprawność. Jego prawdy i rozpoznania są niewygodne i pozbawiają ostatecznych złudzeń. Zdaniem autora „Platformy”, cywilizacja zachodu jest w czasie swojego schyłku, nie można w niej żyć, tylko pomnażać pieniądze, zaś o atrakcyjności człowieka świadczą jego aktywa i wygląd. Dla współczesnego świata atrakcyjny człowiek to taki – zdaniem Houellebecqa – który pomnaża dobra, jest na bakier z wartościami, markety stają się jego bożkiem, a konsumpcja sposobem bycia. Pisarz zwraca uwagę na zmurszałe fundamenty religii, na wyjałowione relacje dzisiejszego świata z tradycją. Obnaża współczesną poprawność polityczną, która nie pozwala myśleć i mówić rzeczy nieprzyjemnych, bądź wobec różnych środowisk, krytycznych. Nie godzi się na świat płytki i bezduszny, gdzie bylejakość ogrania masy i elity. Houellebecq upomina się o prawdziwą sztukę i w przebraniu obcesowego komentatora, zwraca uwagę na wartości porzucone w biegu za hedonistycznym spełnieniem. Jego moralizm jest zaczepny i bezkompromisowy, za najwyższą wartość uznaje dobro, a w poezji szuka swobody, lirycznego dystansu, który pozwala nam lepiej i bardziej być.

Pisarz zajmująco mówi o współczesnym śmietniku na którym żyjemy, pod pustym niebem, pognębieni i uciekający w używki, które mają rekompensować nasze seksualne zmagania, będące pasmem porażek, rodzących frustracje. Człowiek zdaniem autora „Możliwości wyspy” stracił wewnętrzną busolę, pogubił się w dzisiejszym świecie, nie bardzo ma wobec czego się orientować, rzeczywistość w gruncie rzeczy rozczarowuje, a świat maskuje swoje oblicze, tanim pudrem i konfekcją, która prócz tego, że świeci po oczach, jest wydrążona. Czytając Houellebecqa widzimy świat, na który się znieczuliliśmy, a on potwornieje, jest, przytłacza. Mówi pisarz: „Dzisiaj swoim współczesnych czytam nieco mniej, raczej wracam do dawnych lektur – to normalne, starzeje się. Teraz już wiem, że czytać będę do końca swoich dni – może przestane palić, na pewno uprawiać seks, a rozmowy z innymi ludźmi stopniowo przestaną mnie bawić: nie potrafię jednak sobie wyobrazić siebie bez książki”.

I jeszcze to: „Przed powieścią trzeba się strzec; nie należy wpadać w pułapkę fabuły, tonu, stylu. Podobnie jest w życiu codziennym: należy unikać wpadania w pułapkę naszej własnej historii, czy też, bardziej podstępnie, osobowości, o której sadzimy, że jest nasza”. I jeszcze tak: „Poezja to najbardziej naturalny sposób przekazywania czystej intuicji chwili. Istnieje coś takiego jak jądro czystej intuicji, które można bezpośrednio przełożyć na obrazy lub słowa. Dopóki pozostajemy w poezji, pozostajemy również w prawdzie”.

(Michel Houellebecq Uległość, przeł. Beata Geppert, Warszawa 2015 )
(Michel HouellebecqInterwencje 2, przeł. Beata Geppert, Kraków 2016)

[czerwiec 2017]

Bartosz Suwiński

 

Przeczytaj też w dziale ‘eseje i szkice’ impresję B. Suwińskiego „Pory poezji. Sześć notatek z lektury Miłobędzkiej”, wiersze autora w dziale 'poezja', a także w 'porcie literackim' recenzje jego tomików: Bliki (2013), Odpust (2013), Uroczysko (2014) oraz książki eseistycznej Pory poezji. Koncepcja czasu w twórczości poetyckiej Krystyny Miłobędzkiej (2017)