Krzysztof Niewrzęda "Second life", Wydawnictwo FORMA i Stowarzyszenie OFFICYNA, Szczecin 2010, str. 128

Category: port literacki Published: Saturday, 12 June 2010 Print Email

Urodzony w Szczecinie (rocznik 1964), a obecnie mieszkający w Berlinie Krzysztof Niewrzęda jest  poetą, prozaikiem i eseistą. Wydał m. in. zbiory wierszy W poprzek (1998), Popłoch (2000), Popołudnie (2005); powieści Poszukiwanie całości (1999, 2009), Wariant do sprawdzenia (2007) oraz zbiór esejów Czas przeprowadzki (2005). Za Wariant do sprawdzenia był nominowany do Nagrody Mediów Publicznych (2008) oraz Europejskiej Nagrody Literackiej (2009). I właśnie ukazała się jego najnowsza książka prozatorska - Second life - której lektura przypomina jazdę wyjątkowo stromą kolejką górską, w której wysiadły hamulce.

To naprawdę ostra jazda po bandzie współczesnej literatury. Z nagłymi wirażami i uskokami, bez szans na złapanie oddechu. Czytelnicy poszukujący tradycyjnej prozy z jednoznacznym, linearnym (a choćby i nielinearnym) ciągiem narracyjnym, będą tu, po przebrnięciu kilku stron, padać jak muchy. I na nic zdadzą się rekomendacje na okładce Dariusza Bitnera ("Niewrzęda jest jak James Joyce w Finnegans Wake") czy uprzedzające zastrzeżenia Krzysztofa Uniłowskiego ("nasza kultura literacka ma charakter stadny i nie bardzo sobie radzi z artystyczną i intelektualną niezależnością").
Z czym zatem mamy do czynienia w przypadku tego utworu? Powiadam ostrożnie: utworu. Gdyż trudno - posługując się utartymi klasyfikacjami - zaliczyć go do powieści, gdzie strukturę porządkują pewne kryteria logiki: w płaszczyźnie treściowej i językowej, z których ta ostatnia pełni rolę - powiedzmy umownie - służebną. Bo tu, w Second life, właśnie język, a nie opowiadana historia, wiedzie prym. On jest siłą pociągową i kreatorem określonej "rzeczywistości".
Wydawca wybrnął z tego, określając najnowszy utwór K. Niewrzędy współczesną powieścią poetycką. Istotnie, jest tu coś z tego na rzeczy. Materię tekstu przenika poezja (choć mroczna). Lecz obok niej mamy wizyjność baśniową (też mroczną), wiodącą nas, odbiorców, ku granicom jawy i snu; ku niepewnościom związanym z głęboko zakorzenionymi w każdym człowieku lękami pierwotnymi.
Być może część krytyków okrzyknie omawianą książkę przejawem postmodernistycznego przesilenia. Bo też argumentów na to w tekście znajdą niemało (okraszanie licznymi ukrytymi i jawnymi aluzjami do dzieł ze skarbca literatury światowej, a też bezpośrednimi cytacjami z Apokalipsy św. Jana, Dziadów A. Mickiewicza, utworów Eurypidesa, F. Schillera, B. Schulza, markiza de Sade i kogo tam jeszcze). Zapewne także pojawią się pytania o granice językowych przygód; granice naprężeń i swoistej "swobody" w komunikacji. Lecz tu akurat jednoznacznej odpowiedzi chyba nie uzyskamy - gdyż język posiada zdumiewające właściwości ewolucyjne, przystosowawcze - zwłaszcza jako narzędzie twórcy prawdziwie kreatywnego: "mutuje" i będzie "mutował" w nieskończoność - niczym bakterie lub wirusy. I jedyny problem w tym - jak tego języka będziemy używali.
"No dobrze, do diabła! - ktoś się żachnie. - Ale o czym w ogóle ta książka jest? Bo o czymś być musi!" Musi. I jest (nawet gdy się wydaje, że nie jest). Doprawdy, trudno przedstawić to wprost. Najogólniej rzecz ujmując można powiedzieć tak: to rzecz o ludzkiej tożsamości, jej projekcji w świetle naszych "chromych" oczekiwań; o niemożności porozumienia się (i zrozumienia); o kruchej umowności przyjętych norm i reguł naszej cywilizacji, a też kodów kulturowych - które gwarantują tylko określoną stabilność (aby świat do końca nie zwariował).
Pewnie, że mętnie to brzmi. Ale proszę podjąć próbę czytania i spróbować opisu wrażeń po lekturze na własną rękę. Wtedy porozmawiamy.
Odczucia przynajmniej mieszane - gwarantowane. Bowiem - jak już mówiłam na początku tego omówienia - to ostra jazda po bandzie literatury. W dodatku bez trzymanki i obietnic "ładnych" przeżyć.

Wanda Skalska

Hits: 1733