Andrzej Wołosewicz „Każdy Twój krok prowadzi nad Styks”, Zaułek Wydawniczy POMYŁKA, Szczecin 2014, str. 58

Kategoria: port literacki Utworzono: czwartek, 01, styczeń 2015 Opublikowano: czwartek, 01, styczeń 2015 Drukuj E-mail


Edyta Kulczak

BO TY JESTEŚ RZEKĄ KTÓRA WCIĄŻ PŁYNIE W TOBIE

Ale była tam przede wszystkim jedna rzeka, wielka potężna rzeka, którą się oglądało na mapie, podobną do olbrzymiego wyciągniętego węża, ze łbem w morzu, z tułowiem wijącym się poprzez rozległą krainę, z ogonem zagubionym w głębi lądu. […] przykuwała mnie ta rzeka, jak wąż przykuwa wzrokiem ptaszka – niemądrego małego ptaszka. [Joseph Conrad, Jądro ciemności]

Rzeka płynie, wije się. Drżąca, błękitna, cicha. Ponura, niebezpieczna, szumiąca… Po drodze różnorodne krajobrazy z jednej i z drugiej strony. Czasem strome zbocza dosięgające chmur, czasem łagodne równiny, czasem puste przestrzenie, czasem dorodne słoneczne pola lub nieprzeniknione czarne lasy. W mitycznym, kulturowo-filozoficznym rozumieniu rzeka to dwie idee

–  i d e a  p r z e m i j a l n o ś c i,  biegu w czasie od źródła – narodzin, stawania się, rozwijania - do oceanu – chaosu, śmierci, nieistnienia, rozproszenia. Druga idea to  i d e a   g r a n i c y, niebezpiecznego przejścia między dwoma brzegami, które rozcinają przestrzeń na dwie części. Przejście granicy jest niebezpieczne, bo sam nurt rzeki nie jest statyczny, a wydawać się może zbyt gwałtowny i trudny. Po zanurzeniu w wodzie można wyjść jak po zażyciu kąpieli odnowionym i jasnym albo przez jeden nieopatrzny ruch pogrążyć się w ciemnej topieli, wylądować na dnie, gdzie wodnice, córki samej wody ścielą łoża… Można też zdobyć drugi brzeg. Niebezpieczny, bo nieznany drugi brzeg…

Drugiego brzegu w drodze do kresu z typowym dla śmiertelnika lękiem wypatruje autor tomiku poetyckiego Każdy Twój krok prowadzi nad Styks Andrzej Wołosewicz. Autor w tytule, będącym fragmentem jednego z wierszy, objawia znaną i niepodważalną prawdę, która dotyczy wszystkich istnień przyrody ożywionej – życie zawsze zmierza ku końcowi, ku ostatecznej granicy, za którą czeka (bądź nie czeka) drugi brzeg. Jego realność to osobiste mierzenie się człowieka z wiarą w nieśmiertelność duszy ludzkiej albo z schopenhauerowską koncepcją istnienia. Bowiem koniec może nastąpić już w nurcie niebezpiecznej topieli, gdzie ciało ulegnie rozpadowi. Może też nie być końcem, wyprowadzać na drugi brzeg, gdzie roztaczają się asfodelowe rajskie łąki lub ciemność piekielnych mąk.

i która opuszcza cię w każdej godzinie życia / w każdej godzinie życia które jest śmiercią / które było śmiercią już od samego początku / które od początku nie było niczym innym (Wieża Babel, s.40)

Podmiot liryczny jak typowy przedstawiciel ludzkich obaw i pytań poszukuje odpowiedzi i sensów. W centrum nadziei na wytłumaczenie mechanizmów świata umieszcza Boga, jemu powierza główny ciężar odpowiedzialności za zrozumienie przez siebie niewiadomego. Bywa czasem chwiejny w wierze, prosi w Modlitwie: „Ty wiesz/ że niczego nie jestem bardziej pewien/ niż tego że niczego nie jestem pewien/ daj mi więc siłę/ bym podołał swej chwiejności” (s.48). Innym razem nie pozostawia  wątpliwości – jego filozofia końca nie grzęźnie w topieli, drugi brzeg istnieje. Lękiem napawa pytanie – jaki on jest? Przy czym niewiedza dotyka tylko żyjących; tych, którzy najmocniej wdeptują w ziemię sferę profanum. Ci z drugiej strony, którzy dotknęli sacrum, stoją w szeregu wtajemniczonych w metafizyczną prawdę o kształcie zaświatów:

nie wiem nikt nie wie / jak jest po drugiej stronie / Styksu Pól Elizejskich życia // ale ty już wiesz / przeszedłeś za Kurtynę Niewiadomego / powiedz więc – są tam wiersze? // czy tylko - od lipca tego roku – / gnijąca trumna mojej mamy? / Przecież Ty już wiesz (Pytanie do Zbyszka Jerzyny, s.35)

Przecież Ty już wiesz…

Perspektywa odejścia nie pozwala na ukształtowanie się w człowieku optymistycznej wizji życia. Zresztą ciało, samo ciało, przypomina o powolnej degradacji i zbliżającym się końcu biologicznym. Zostaje wiara, wiara, wiara… Cudowne lekarstwo jak nektar i ambrozja pozwala istnieć życiu wiecznemu. Albo nauka – bo materia w warstwie molekularnej i wytwarzana energia zawsze pozostają, zmieniają tylko miejsce. Człowiek jest „łatwopalny” jak rzecz („Arbeit macht frei” – oda do XX wieku, s.6), zostaje po nim proch, ale to nie drobnica bez znaczenia. Daje odrodzenie życia w innej postaci, słyszy się nawet, że można z niego wyprodukować diament…

Jest jeszcze pamięć. Pamięć w tych, którzy na razie pozostali. Przez krainę wierszy w tomiku snuje się żywy wymowny kondukt zmarłych przyjaciół, znajomych poety, znanych współczesnych twórców (Krzysztofa Gąsiorowskiego, Zbigniewa Jerzyny, Kazimierza Ratonia, Andrzeja K. Waśkiewicza) utrwalany przez autora w krótkich typowych dla nich życiowych scenkach jak na fotografiach. Pozostaną  w tym albumie na długo, może na zawsze. „Deszcz pada na bródnowski cmentarz i użyźnia groby, jak użyźnia zieleń ulic i chodników” (s.33). A deszcz to woda, ta sama, która płynie w rzece, siła rozkładu, ale i życiodajna siła odnowy, odkupienia, oczyszczenia, odradzania. Koło życia napędzającego stary parowiec na rzece ku kresowi ciągle się kręci, powodując zmiany losu ludzkiego (góra - dół), doprowadzając do jądra, do tajemnicy.

Co jest jądrem u Wołosewicza? Nie sama tajemnica śmierci, jakby sugerował tytuł tomiku z przywołaną mityczną rzeką przejścia. To tak jak u Josepha Conrada, podróż w głąb siebie, w głąb człowieka, zgłębienie, odnalezienie sensu istnienia w drodze, która i tak prowadzi do śmierci. Wiersze mierzą się z przemijalnością i degradacją ciała, ale w parze z nią idzie subtelnienie myśli ludzkiej, dojrzewanie do poznania głębi świata i siebie. A głębia jest wszędzie, jest na wyciągnięcie ręki. To zgoda na zwyczajność, zwykłość, codzienność, nawet nudną rutynę, która nie zabiera życiu człowieczeństwa, nie zabiera magii i niezwykłości jego przeżywania, a umacnia ją, czyni sensowną.

po obudzeniu rozsunąć zasłony tworzyć okno / pójść po pieczywo i gazetę // po śniadaniu wypić kawę / przejrzeć pocztę by na nią odpowiedzieć // sprawdzić teczkę przed wyjściem do pracy / sprawdzić wyłączony gaz i żelazko // przejść na drugą stronę ulicy / zrobić co trzeba i nie trzeba // wrócić i przeżegnać się / przed położeniem do trumny snu (Trzeba, wiersz dedykowany naszej codzienności, s.21)

Człowiek nie porusza się ku mrokowi w sobie, choć z czasem lepiej poznaje siebie, potrafi wychodzić poza stereotypy myślenia, rozumieć swoją małość wobec ostateczności, znikomość swojej wiedzy.Rzeka jest dla niego czasem (wzdłuż) i granicą (wszerz), czasem w nim, w jego ludzkiej egzystencji i granicą między światami. Ogarnia przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Otwiera się na wszechświat i wchodzi do środka.

wszystkie rzeki świata płyną przez twoje usta / rzeka którą masz w sobie płynie u twoich stóp / gdy zamykasz ją w dłoni zamienia się w krew / bo ty jesteś rzeką która wciąż płynie w tobie (Wieża Babel, s.40)

Filozoficzne rozważania Andrzeja Wołosewicza wydają się zrozumiałe i zwyczajne. Taka też jest struktura jego wierszy. Są proste, nie zaskakują kunsztowną metaforyką, nie szokują językowym sposobem poszukiwania najtrudniejszego. Autor korzysta w z wachlarza prawd wypracowanych przez wieki filozofii, ze znaków, wątków, motywów dwóch wielkich źródeł europejskiej kultury – mitologii i Biblii, także z myśli współczesnych twórców. Sam również nie stroni od przypominania prawd i zapisywania recept na życie dla tych, którzy „obiecują sobie po nim zbyt wiele.”

Andrzej Wołosewicz „Każdy Twój krok prowadzi nad Styks”, Zaułek Wydawniczy POMYŁKA, Szczecin 2014, str. 58

Edyta Kulczak