Tajemniczy zbiornik

Kategoria: eseje i szkice Opublikowano: wtorek, 16, październik 2012 Drukuj E-mail


Janusz Korbel

Pod koniec lat 70. w pobliżu Puszczy Białowieskiej tzw. „władza ludowa” postanowiła obdarować okoliczną ludność wielkim zbiornikiem wodnym. Zaporę ukończono w 1988 roku, kiedy w sklepach na półkach był już tylko ocet, a tutaj, pod puszczą kończono ostatnią wielką budowę socjalizmu. Pamiętam do tej pory, jak zwiedzając wówczas tę okolicę natrafiłem na głaz narzutowy, na którym widniał napis, że zbiornik jest darem władzy ludowej dla okolicznych mieszkańców.

Osobliwy to dar w zamian za odebranie rodzinnych siedlisk, bo zalano tradycyjne białoruskie wioski: Rudnia, Łuka, Bołtryki, Garbary i Budy, których ludność przesiedlono do bloków w Michałowie i Bondarach, a przy okazji zaburzono stosunki wodne Puszczy Białowieskiej. Był to taki specyficzny region zamieszkały przez Białorusinów. Znajoma Białorusinka sugerowała mi, że była to akcja wymierzona przeciw mniejszości białoruskiej.
Podczas badań etnograficznych prowadzonych przed zalaniem wsi, w Łuce natrafiono na bezcenne zbiory negatywów miejscowego fotografa „pięciominutowego” Jakuba Smolskiego. Przed wojną, na prowincji pojawiło się kupowane w miastach urządzenie fotograficzne –– łączące funkcję kamery z ciemnią –– i dzięki niemu mieszkańcy oddaleni od miasta mogli po kilku minutach od pstryknięcia migawki cieszyć się gotową fotografią. Jakub Smolski był jedynym w okolicy fotografem, właśnie takim „pięciominutowym” i w latach 30. utrwalił „zaginiony porządek” dawnego krajobrazu wsi i mieszkańców, bo z braku studia zdjęcia wykonywane były na otwartej przestrzeni. Jego zdjęcia trafiły współcześnie do białostockiego muzeum.

Jak mówiła mi badaczka Narewki Katarzyna Bielawska, wieś Łuka była przykładem samowystarczalnej wsi położonej w otoczeniu błot i rozlewisk górnej Narwi. We wsi żyli kowal, szewc i garncarz, a sam Smolski był nie tylko okazjonalnym fotografem, ale i miejscowym krawcem.
Dzisiaj okolice zbiornika nie są zbyt piękne. W wielu miejscach przypominają krajobraz przemysłowy (stacje pomp, obetonowane wały, nasyp kolejowy prowadzący przez środek zbiornika i kratownicowe mosty). Sam zbiornik pokrywa się sinicami i nie nadaje się do kąpieli. Dość chaotycznie i bezstylowo rozrasta się w okolicy zabudowa weekendowa. Niemniej jednak stał się on atrakcją dla ornitologów, jako teren lęgowy wielu gatunków ptaków wodnych. Prowadzi do niego ciekawy szlak edukacyjny długości 10 km, przygotowany przez Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków (OTOP), który bierze swój początek w północnej części Masiewa i prowadzi dalej na północ przez lasy Nadleśnictwa Browsk. Po drodze można zobaczyć między innymi drzewostany pocenturowskie, czyli wyrosłe na miejscach, gdzie rabunkowa gospodarka leśna w dwudziestoleciu międzywojennym (Puszczę Białowieską wycinała wówczas firma The European Century Timber Corporation) zamieniła pierwotną puszczę niemal w pustynię.
Stoi tu również jedna ze starszych w puszczy, licząca ponad 300 lat i dziś już martwa, sosna, a także splecione ze sobą drzewa, nazywane drzewami zakochanymi. Szlak kończy się przy wsiach Siemieniakowszczyzna i Babia Góra koło postawionej nad brzegiem rozlewisk zalewu Siemianówka wieży widokowej (szlak pokrywa się częściowo z innym szlakiem, zwanym żubrowym).

Zbiornik Siemianówka kojarzy się też z filmem Tamary Sołoniewicz „Czy słyszysz jak płacze ziemia?” – Tamara Sołoniewicz była wybitną dokumentalistką związaną z regionem Puszczy Białowieskiej. Jej filmy poruszały emocje widzów, bo ukazywały piękno białoruskiego regionu i dramat ludzi skonfrontowanych z realnym socjalizmem. Nakręciła tutaj dokument o tym, jak wysiedlano ludzi z wiosek przeznaczonych na zalanie przez wody zbiornika, którego celu nikt nie rozumiał.
Po latach pokazuję ten film studentom i zawsze w trakcie jego oglądania panuje kompletna cisza. Widok mieszkańców, którzy opuszczają swoje domy, modlą się, płaczą i potem spotykają w bloku wybudowanym w szczerym polu nad zbiornikiem wody wzrusza każdego. A wśród bohaterów jest stary młynarz, którego wiatrak staje się symbolem niepotrzebnej przeszłości.
Wielu młodych ludzi prosi o udostępnienie filmu. Chcą go pokazać swojej rodzinie. Czyli, że nie tylko telewizyjna papka ciekawi młodych. To film o konflikcie między tradycyjnym życiem z jego wartościami, zwyczajami i „postępem”, który symbolizują wielkie maszyny rozjeżdżające ziemię.

Dzisiaj Siemianówka jest najbardziej znana chyba z akcji ornitologów, którzy zjeżdżają nad zbiornik liczyć ptaki, łapać je i obrączkować. Człowiek musi wszystko kontrolować, więc obrączkowanie ptaków daje poczucie panowania nad przyrodą. Dzisiaj zbiornikiem Siemianówka kieruje gminny radny, leczący jajem i płomieniem; człowiek będący terapeutą odwołującym się do starego testamentu. Zaangażowany też w zwalczanie ekologów, chcących powiększenia Białowieskiego Parku Narodowego.
Kiedyś odwiedziła mnie ekipa telewizji niemieckiej, realizującej dokument o okolicach Puszczy Białowieskiej. Interesowała ich historia Siemianówki, bo były plany budowy tam wielkiego terminalu paliw przywożonych z Rosji (prowadzi tam szeroki tor), które szczęśliwie dla przyrody udało się zniweczyć. Niemiecka realizatorka programu mówiła o tym, że na mapach, które posiadają jest to teren przygotowywany kiedyś jako baza dla wojsk radzieckich do ataku na zachodnią Europę.
Co kryje więc zbiornik Siemianówka i dlaczego powstał? 

Janusz Korbel


portal LM, październik 2012