Zawias

Category: felietony Created: Monday, 29 August 2016 Published: Monday, 29 August 2016 Print Email

 

Marian L. Bednarek

Uciekając przed zwykłą wegetacją, uczepiłem się jak tonący brzytwy, prostego zawiasu, znalezionego w piwnicy, zardzewiałego trochę i kiedyś używanego. Nie wiem do czego służył. Kwadrat przełamany na dwie ruchome części, zawias który może coś otworzyć i coś zamknąć. Ale wolę ten zawias niż zatrważającą nudę mojej wegetacji, która mnie czasem dopada, zawias  przeciw czemuś. Zawias ten zadziałał w pełni, choć do niczego przyczepiony, zadziałał na innych zasadach, jemu jedynie znanych.

Dzisiaj tyle rzeczy widziałem, które mnie w ogóle nie poruszyły, na ulicy, w prasie, w telewizji, w radiu. Nagle ten zawias jakby upomniał się o mnie, bym go uzupełnił sobą, by mógł jak dawniej działać, coś zamykać i otwierać, lub coś zginać i prostować, podnosić lub opuszczać, w każdym razie służyć czemuś, żyć. 
Zawias nocnej spowiedzi podczas deszczu i ciemności trochę musi skrzypieć. Razem z deszczem jednoczą się w skrzypieniu. Widać że dawno go nikt nie smarował, ale to nie jest aż tak męczące. Ważne że poruszył prawdziwy język mojej egzystencji. Zawias ludzkiego ducha jest niepowtarzalnych wymiarów, wymiarów nieskończoności. Poprzez różne kombinacje rozmaitych triad może wniknąć w opisy rzeczywistości i jej budowę.  Jest już po północy, zasypiam.

Obudziłem się około 4 rano. Zawias na mnie czekał, z otwartymi dziurkami po wkrętach, przez które można spojrzeć jak przez soczewkę. W sumie nie chodzi o zawias, tylko o to, na co on mnie otwiera. I czy to jest świadomość świadomości, głębia ducha, głębia nicości, dotyk bożej lub diabelskiej opatrzności, to i tak muszę się utrzymać na fali, by jakiś sens mi jeszcze przyświecał w moich twórczych poczynaniach.

Pejzaż duchowy tutejszego środowiska, poza nikłymi wyjątkami, jest koszmarny, koszmarny dla mnie, ponieważ nie zawsze bywam, rzadko bywam, doświadczony miernością rozrywki dla mas. Dochodzą mnie echa różnych wydarzeń. Te echa mi mówią że to już było w sztuce, że ktoś też się męczy jak ja, albo że jest to za mało porywające, by ruszyć głaz mojego ciężkiego „ja”. Najłatwiej narzekać na innych. Inni to druga połówka zawiasu mojego „ja”. To nie znaczy jednak, że mam być tym udobruchany, uspokojony tą drugą połówką, tą często krzątaniną wystraszonych gospodarstw z zaciśniętymi pięściami umysłu.

Patrzę za okno, raj lipcowej przyrody. Na sznurku klamerki jak kolorowe ptaki,  otwierają bramę wyobraźni, ale nie chce mi się śpiewać z rana o praniu przyszłości. Świta coraz bardziej, poniedziałek. Pomału zaczynają trzeszczeć zawiasy budzącego się dnia.

Marian L. Bednarek



Przeczytaj też inne utwory M. L. Bednarka w działach „felietony” i "proza", a także recenzje jego książek – zbioru próz Sianoskręt (2012) – pióra Agnieszki Narloch oraz tomu wierszy Rozmowa z ptakiem (2014) – pióra Jolanty Szwarc